Supervisor – Jędrzej Śniadecki

Rozmowa z prof. dr. hab. inż. Adamem Gadomskim

Dlaczego Jędrzej Śniadecki wielkim naukowcem był?
– Trudno to jednoznacznie określić. Niewątpliwie szedł w dobrym kierunku. Bycie dobrym naukowcem kiedyś, a teraz to dwie różne rzeczy. Natomiast Śniadecki dotknął bardzo ważnych tematów z zakresu chemii i medycyny. To przede wszystkim kwestie związane z krzywicą u dzieci i generowania witaminy D w organizmie pod wpływem promieniowania słonecznego. Drugi temat to jest otrzymywanie pierwiastka, który on nazwał westem albo vestium po łacinie.

Okazało się, że jest to ruten – pierwiastek o liczbie atomowej 44. Jednak odkrycie zostało przypisane komuś innemu, ponieważ Śniadecki robił to bez wystarczającej kontroli skomplikowanego procesu wielokrotnego rozpuszczania rud platyny. Miał zapewne intuicję i umiejętność eksperymentowania, lecz nie miał jeszcze takich narzędzi, żeby rozstrzygnąć definitywnie, a więc w sposób powtarzalny, co to jest za pierwiastek. Następna bardzo ważna rzecz to jest „Teoria jestestw organicznych”, którą wydajemy na uczelni, czyli w dość dosłownym tłumaczeniu „teoria związków organicznych”. To jest właściwie książka o procesach życiowych, takich jak oddychanie, o krążeniu krwi, trawieniu, o wszystkich procesach fizjologicznych. Praca naukowca porusza też kwestię teorii ruchów Browna, która mnie jako fizyka szczególnie interesuje. Dotyczy ona przypadkowych, chaotycznych ruchów cząsteczek w zawiesinie wodnej, na przykład cząsteczek pyłku kwiatowego. Zjawisko to odkrył w pierwszej połowie XIX wieku szkocki botanik Robert Brown, obserwując ruch pyłków w zawiesinie. I Jędrzej Śniadecki około 10 lat po tym fakcie zamieścił informację o odkryciu Browna w swojej książce. Chcę przypomnieć, że w pierwszej połowie XX wieku Einstein i Perrin niezależnie uzyskali nagrodę Nobla za opis ruchów Browna, Einstein – za teorię, francuski fizyk – za doświadczenie, które wyznacza wartość jednej ze znanych stałych chemicznych, stałej Avogadro. Śniadecki miał więc intuicję. Wiedział również, że należy posługiwać się precyzyjnym językiem, zrozumiałym dla studentów. Dlatego też nazewnictwo chemiczne przeniósł z języka łacińskiego czy z języków obcych do języka polskiego.


Na ile intuicja jest ważna dla naukowca? Jaki jest jej wkład obok pracy, talentu, wiedzy?
– Odpowiem przewrotnie. Dlaczego jest tak, że wybitni czasem studenci, olimpijczycy międzynarodowi czy krajowi w dyscyplinach choćby szczegółowych rzadko robią prawdziwe kariery naukowe? Ponieważ widocznie co innego oznacza umieć się doskonale nauczyć czegoś i wykształcić w sobie znakomitą mnemotechnikę, i potem jakoś to umiejętnie stosować, ale odtwórczo, a czym innym jest zbudowanie czegoś nowego, aby zauważyć pewne wyłomy w określonym formalizmie czy mechanizmie, zaproponować coś, co powiększa zakres zastosowania tego mechanizmu, co wzbogaca wiedzę. To już jest znane tylko tym, którzy rzeczywiście dobrze rozumieją podstawy, jednocześnie chcą coś nowego wnieść, aby opisać badane zjawiska. Wydaje mi się, że do takich osób mógł należeć Śniadecki. Dysponował bardzo skromnym warsztatem badawczym. Nie było wtedy przecież żadnych sensownych urządzeń, które mogłyby go na przykład przenieść na grunt choćby skali mniejszej, tej skali istotnie mniejszej od zakresu ułamków milimetra. Mikroskopy lub lupy silnie powiększające już co prawda istniały, ale to przecież nie wszystko. Ruchy Browna mógł obserwować, praktycznie każdy, natomiast żeby z takiej obserwacji przejść do szczegółowego opisu mechanizmu, trzeba lepszej aparatury.

Kim Pana zdaniem Jędrzej Śniadecki był bardziej – fizykiem, chemikiem, filozofem?
– Obecnie istnieje pojęcie interdyscypliny albo nauk interdyscyplinarnych. Śniadecki miał pewną predylekcję, żeby dbać o zdrowie człowieka, żeby wskazywać jak należy o nie dbać. W związku z tym, jego najważniejszym, wewnętrznym celem było być medykiem.

Bo w tym kierunku się kształcił…
– Tak. Podkreśliłbym znajomość fizjologii na wówczas dostępnym etapie i przede wszystkim praktyczne jej zastosowanie. Mowa o sposobach odżywiania się i uprawiania aktywności fizycznej. Śniadecki mógłby być znakomitym biochemikiem. Natomiast elementy fizyki są oczywiście obecne poprzez badanie oddziaływania promieniowania ultrafioletowego z materią.

To brzmi niewiarygodnie, że już 200 lat temu ktoś zajmował się wpływem promieni słonecznych na nasz organizm?
– Coś z tego rozumiał. Tak mi się wydaje. Gdyby teraz żył, to na pewno ten mechanizm rozumiałby detalicznie. Natomiast on robił w zasadzie wszystko żeby wspomagać „w akcji” taki mechanizm

Można powiedzieć, że intuicyjnie…
– Poprzez aktywizację pokładów fizyczności, propagowanie odpowiedniego odżywiania spędzania wolnego czasu, higieny. W sporcie, o czym doskonale wiemy, ważna jest również fizjologia i budowanie, dzięki jej znajomości, zdolności organizmu do często niewiarygodnego wysiłku fizycznego. Dodatkowo, żeby być super sportowcem potrzebny jest dzisiaj psycholog, który odpowiednio ustawi mentalność takiej jednostki. Śniadecki mógłby dziś być wysokiej klasy lekarzem sportowym.

Takim z najwyższej półki.
– Supervisorem lekarzy sportowych. On te procesy świetnie rozumiał. Pomógłby zapewne naszej kadrze narodowej, na przykład tej, która wystąpi na mistrzostwach świata w piłce nożnej.

Zająłby się tym zapewne z największym zaangażowaniem. Wszak był też patriotą. Świadczy o tym jego walka o to, aby wykładać chemię w języku polskim na Uniwersytecie Wileńskim.
– Niewątpliwie był patriotą i dobrze życzył własnemu krajowi. Jego patriotyzm polegał też na tym, że działał w Towarzystwie Szubrawców. Był przewodniczącym. Stowarzyszenie piętnowało też między innymi pewne negatywne cechy Rzeczypospolitej Szlacheckiej. Pieniactwo, opilstwo, warcholstwo opisywane wszak było choćby w książkach Jana Chryzostoma Paska. Świetnie zdawał sobie sprawę, że to przeszkadza w harmonijnym rozwoju.

Dziś określilibyśmy to zrównoważonym rozwojem społeczeństwa.
– Pojawia się więc kolejna funkcja, którą mógłby pełnić – adwokata zasad zrównoważonego rozwoju. Nie tylko interdyscyplinarność, nie tylko fizjologia supersportowa. Aby efektywnie myśleć o rozwoju gospodarczym, trzeba mieć do tego właściwie przygotowane jednostki.

Do tych cech Śniadeckiego warto jeszcze dodać jego zdolności krasomówcze.
– Na Uniwersytecie Wileńskim był postrzegany jako znakomity wykładowca, czego są rozliczne dowody w archiwach tej uczelni. Rzeczywiście docierał słowem w sposób bardzo precyzyjny. Sam fakt publikowania w czasopismach wileńskich, dobra recepcja jego wykładu przez studentów i pracowników świadczą o tym, że był wysokiej klasy mówcą. Charakteryzował się pewną swadą w zakresie wypowiedzi, elokwencją użytkową, która prowadziła wprost do celu – poszerzenia wiedzy studenta oraz czytelnika.

I na dodatek miał zacięcie satyryczne.
– Felietony Śniadeckiego były ilustrowane przypowieściami czy różnymi figurami retorycznymi oraz dodatkowo zwrotami satyrycznymi. Podczas wypowiedzi do szerszej społeczności też używał tego typu figur retorycznych.

Jawi się więc jako światły człowiek, humanista.
– Wzrastał na styku oświecenia i romantyzmu. Z jednej strony więc ratio – umysł, z drugiej strony dusza. On to połączył. Jego wiedza nie była typu „mędrca” szkiełko i oko, co troszeczkę było domeną jego brata – matematyka, który musiał być precyzyjny i logicznie bazować na systemach formalnych. Jędrzej Śniadecki opierał się na systemach nieformalnych, aczkolwiek na tyle sformalizowanych, że dawały one dobre możliwości, aby bardziej nam współcześni kontynuowali jego dzieło.

Czy Śniadecki był w swoich czasach doceniany?
– Sądzę, że tak. Pewne rzeczy opublikował w języku francuskim. Poza tym jego osiągnięcia z rutenem mogły być dyskutowane. Wspomagał go jego opiniotwórczy brat, którego prace były znane w środowisku. Zresztą obaj bracia sporo publikowali. Nie udało się niestety w sposób bezapelacyjny uznać Jędrzeja Śniadeckiego za odkrywcę rutenu, bo Francuska Akademia Nauk nie mogła na podstawie jego badań doprowadzić do odtworzenia eksperymentu i potwierdzenia odkrycia naukowego.

Czy dzisiaj prace Śniadeckiego są doceniane w środowisku naukowym?
– Na to ma wpływ odległość czasowa i to, że nauka się bardzo uwspółcześnia. Prace są wzmiankowane, ale nie bazuje się na nich ściśle. Na przykład „Teorya jestestw organicznych” przedstawia wiele badań współcześnie docenianych przez lekarzy. Jest więc ciągłość. Ale mimo to w Polsce Śniadecki jest chyba mniej doceniany niż na Litwie. Był jednym z luminarzy nauki na Uniwersytecie Wileńskim.

Co Pana zdaniem było największym osiągnięciem Jędrzeja śniadeckiego?
– Wydaje się, że pełny opis jakościowy pewnych fundamentów w rozumieniu procesów życiowych, czyli co to jest życie, jak wygląda wewnątrz nasz organizm, jak w interakcji albo na pewnym styku z otoczeniem. Również to, że mamy wolną wolę, rozum. Możemy kształtować swój organizm poprzez dbałość o higienę, właściwe odżywianie się oraz aktywność fizyczną. Nie był pionierem propagowania zdrowego stylu życia, ale na pewno w czasach, w których żył i pod naszą szerokością geograficzną był jednym z tych nielicznych, którzy o tym głośno przypominali.

Którą z nauk Śniadeckiego zaleciłby Pan szczególnie współcześnie żyjącym?
– Harmonia ducha i ciała wyrażona poprzez dobre, umiejętne studiowanie. Nie należy robić szkółki ze studiów. Raczej zwrócić uwagę na aspekt poznawczy, włączyć naturalną ciekawość. Angażować się w projekty, które na studiach są oferowane, choćby spotkania w gronach międzynarodowych. Studenci naszej uczelni na ogół tego unikają. A z drugiej strony uprawianie sportu. Połączenie tych dwóch elementów daje szansę na zrównoważone, harmonijne funkcjonowanie. Trzeba znaleźć złoty środek, złotą proporcję w tych działaniach. I to jest ciekawe jako zagadnienie matematyczne, bo nie zakłada równego podziału danego odcinka na dwie części, na połowę, przewiduje natomiast według odpowiedniego schematu, że ten podział musi być nierówny, należy tylko zachować proporcje – mniej więcej zgodnie z faktem, że nie mamy funkcjonwwwwwalnie równoważnych półkul mózgowych. Tak więc złota proporcja zakłada, że kiedyś coś w życiu będziemy musieli wybrać. Po prostu każdy ma swój złoty środek.

Śniadecki o tym wiedział?
– Jestem o tym absolutnie przekonany. Całe jego życie o tym świadczy. On co prawda ten odcinek podzielił na więcej części. Bo nie tylko nauka, nie tylko aktywność fizyczna, ale też społeczna, organizacyjna. To spowodowało, że subdomen tej wielkiej domeny było więcej. Miał więc małe spektrum tych „złotych środków”, które funkcjonowały we właściwych podprzedziałach. Po prostu była to jednostka wybitna.

Dziękuję za rozmowę

 


Drukuj