Radzimy sobie dobrze. Wywiad z Janem Krzysztofem Ardanowskim

„Szukajmy więc postępu, ale bacznie dbajmy o to, abyśmy nie zmarnowali tego co do tej pory w rolnictwie było ważne”.

Panie Ministrze, w 1985 roku ukończył Pan Wydział Rolniczy bydgoskiej Akademii Techniczno-Rolniczej. Z racji pełnionych funkcji był Pan częstym gościem swojej Alma Mater. Jak w Pana odczuciu zmieniła się uczelnia, jak zmienił się Wydział Rolnictwa?

- Wydział zawsze kształcił na dobrym poziomie, chociaż widać było niedostatki uczelni w zakresie infrastruktury, czasami także w zakresie różnego rodzaju pomocy naukowych. Wskaźniki dotyczące stopnia zatrudniania absolwentów tej szkoły sytuowały Wydział Rolniczy Akademii na jednym z najwyższych miejsc w Polsce. To znaczy, że absolwenci ci dobrze radzili sobie, mówiąc językiem młodzieży, w realu, czyli na rynku pracy. Obecny Uniwersytet Techniczno-Przyrodniczy jest znacznie lepiej doposażony. Ma wielu nowych pracowników naukowych i wiele nowych kierunków nauczania i specjalizacji, których kiedyś nie było. Uczelnia dzielnie walczy o pozycję na rynku. Odpowiada na zapotrzebowanie rynku pracy i potrzeby zmieniającego się rolnictwa. Oczywiście obserwujemy też deficyt liczby kandydatów na studia, ale jest to problem, który dotyka wszystkich uczelni.

Jak ważna dla jest kwestia rozwoju i przyszłości uczelni rolniczych/przyrodniczych w Polsce?

- Trudno sobie wyobrazić rozwój specyficznej i bardzo trudnej dziedziny gospodarki, jaką jest rolnictwo, bez wysokiej klasy specjalistów. Oczywiście nie ma wymogu, aby każdy rolnik uprawiający pole miał skończone studia rolnicze. Nigdzie na świecie tak nie jest, ale coraz więcej zależy od instytucji wsparcia, od doradców, od wiedzy i umiejętności pracowników zatrudnionych w instytucjach obsługujących rolnictwo, dlatego zapotrzebowanie na absolwentów uczelni rolniczych rośnie. Świat intensywnie się zmienia. Jest to proces nieuchronny, dlatego cały czas potrzebni są nowi absolwenci, którzy dysponują najświeższą wiedzą, nie tą sprzed 10 czy 20 lat, i mogą przenosić ją do gospodarstw i wdrażać do produkcji.

Czy w związku z Pana sentymentem do UTP oraz dbałością i troską o wykształcenie wysoko kwalifikowanych kadr Uniwersytet Technologiczno-Rolniczy może liczyć na szczególne wsparcie ?

- Dla mnie wyróżnieniem jest to, że nowe Władze Rektorskie i Senat zaproponowały mi, żebym został członkiem Kapituły Uczelni. Czuję się za nią również odpowiedzialny. Oczywiście obecnie moja odpowiedzialność jest rozszerzona na cały obszar rolnictwa i środowiska rolniczego, ale wsparcie dla Uniwersytetu, dla podnoszenia jakości kadr, które go opuszczają, jest dla mnie sprawą bardzo ważną. To nie jest tylko kwestia emocji i sentymentów, ale przede wszystkim przekonania, że ci absolwenci są bardzo potrzebni polskiemu rolnictwu.

Czy Pan Minister miałby szczególne sugestie dla uczelni rolniczych/przyrodniczych, związane kształceniem kadr? Mam na myśli sugestie dotyczące kierunków i specjalności, jakie uczelnie mogłyby wprowadzać do swoich planów kształcenia? – nie chodzi o ingerencję w autonomię, ale o dobrze rozumianą podpowiedź, w jakim kierunku mogłoby się rozwijać naukowe zaplecze rolnictwa.

- Moje sugestie dotyczą wszystkich uczelni rolniczych. Zmienia się definicja nowoczesności i postępu. Paradygmat postępu, jaki funkcjonowała kilkadziesiąt lat temu, czyli maksymalizacja produkcji w rolnictwie ze skutkami ubocznymi, już przez nikogo nie jest uważany za odejście nowoczesne i postępowe. Musimy prowadzić rolnictwo w sposób zrównoważony, tak aby nie zniszczyć środowiska przyrodniczego, w którym funkcjonujemy. Mówi się często, że rolnicy najbardziej rozumieją przyrodę, bo ich produkcja jest z tą przyrodą związana, ale to nie zawsze była prawda. Rolnictwo powodowało także dewastację, np. gleb czy wód. W sposób rabunkowy korzystało z zasobów, które opatrzność nam dała. Dlatego wszystkie kierunki nauczania związanego z rolnictwem muszą ewoluować i być zmienione w kierunku rozwoju zrównoważonego. Chcemy przecież zostawić po sobie środowisko nie tylko niepogorszone, ale w wielu przypadkach poprawione po błędach naszych poprzedników. Chcę również, żeby nasze rolnictwo było produkcyjne, żeby dostarczało surowców rolniczych zarówno do wykorzystania żywnościowego, jak i nieżywnościowego. Żeby było również dobrym wyborem dla wszystkich tych, którzy chcą otrzymywać dobre dochody.
Rolnictwo to także najistotniejszy fragment obszarów wiejskich, nie można więc koncentrować się jedynie na szczegółach technologicznych i zapominać, że wieś to powinno być dobre miejsce do życia i realizacji aspiracji.

Jednym z filarów niedawno ogłoszonego Planu dla Wsi jest rozwój - tak tłumaczył w lipcu pan premier Mateusz Morawiecki. Jaka rola w tym uczelni wyższych?

- Innowacyjność, która nie jest do końca zdefiniowana, jest związana z poszukiwaniem nowych rozwiązań w procesie pracy, w zakresie technologii, techniki, nowych produktów, poprawiania i uszlachetniania już istniejących, jak również poszukiwaniem nowych rozwiązań organizacyjnych dotyczących procesów produkcji, coraz bardziej wymagających konsumentów, a to oni w ostateczności decydują o tym, co będą chcieli kupić.
Innowacyjność nie jest więc przywilejem, a jest wręcz obowiązkiem. W przypadku kraju z różnymi zapóźnieniami, jakim jest Polska, kraju, który nie może dreptać za liderami świata, bo zawsze będzie parę kroków do tyłu, musimy szukać takich swoich przewag, w których przeskoczymy innych i staniemy się liderami światowymi. Polska nie ma zresztą innego wyjścia. W Europie jesteśmy silnym „średniakiem” w zakresie rolnictwa. Natomiast w światowej rywalizacji rolnej Polska nie jest liczącym się krajem, więc nie możemy ścigać się z ogromnymi krajami o wielkich powierzchniach użytków rolnych, jak np. Brazylia, Rosja, Ukraina czy Kanada. Musimy znaleźć coś co nas wyróżnia, co jest naszą specjalnością. Tu również potrzebne są rozwiązania innowacyjne i zarówno moja bydgoska Alma Mater, jak również inne uczelnie muszą być w pierwszym szeregu tak rozumianego postępu.

Jaką przyszłość mają zawody rolnicze w których kształcą uczelnie wyższe – będą ewaluowały, czy może niektóre będą wygasały z powodu rozwoju i zaawansowania technik rolnictwa?

- Nie ma prostej odpowiedzi na tak sformułowane pytanie. Jest obszar rolnictwa, którego nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć tego, co się będzie działo w następnych pokoleniach. Obserwujemy ewolucje zawodów rolniczych i potrzeb, które rolnictwo zgłasza, a adept sztuki rolniczej musi umieć na takie wyzwania odpowiedzieć.
Na pewno coraz bardziej w rolnictwie będzie wykorzystywana informatyka i automatyka. Już przechodzimy z etapu mechanizacji, czyli poprawiania parametrów maszyn, do etapu robotyki, gdzie coraz częściej ludzi zastępują roboty. Rozwija się rolnictwo precyzyjne, związane z różnymi technikami satelitarnymi, a także biogospodarka i biotechnologie, które np. wykorzystują mikroorganizmy do tworzenia nowych produktów i uszlachetniania tych, które znamy od setek czy tysięcy lat. To są nowe kierunki wiedzy, ale ważne jest, aby nie pogubić tego, co jest kwintesencją rolnictwa, np. jakości gleby. Wyższe uczelnie w tych obszarach przekazują wiedzę, ale brak jej na poziomie zasadniczym i średnim. Wielu rolników jeszcze nie rozumie, czym jest gleba i czasami w sposób rabunkowy i nieodpowiedzialny się nią posługuje. Wdrażając wszystko to, co jest nowoczesne, musimy dbać o glebę, o gospodarowanie wodą, o zasób genetyczny, który mamy w przyrodzie. Owszem, szukać nowych rozwiązań, ale dbać na równi o to, czym dysponujemy. Mody i trendy światowe powodują, że przeżywamy również renesans tzw. rolnictwa tradycyjnego, opartego na metodach wydawałoby się dawno zapomnianych. Jest moda na rolnictwo proekologiczne i na ekologiczną żywność wytwarzaną metodami tradycyjnymi Szukajmy więc postępu, ale równocześnie bacznie dbajmy, abyśmy nie zmarnowali tego, co do tej pory w rolnictwie było ważne.

Dziękuję za rozmowę!

Rozmawiał Jacek Korpal


Drukuj