Ustawa 2.0. Kształcimy elity

Wywiad z rektorem UTP prof. dr. hab. inż. Tomaszem Topolińskim.

Panie Rektorze, czytając Ustawę 2.0 odnoszę wrażenie, że uczelnie czeka ogromne wyzwanie, aby się do zmian właś-ciwie przygotować.
– Tak, to prawda. Jeśli ktokolwiek zajrzy do ustawy, a mam nadzieję, że pracownicy i nie tylko, to zrobią, to zorientuje się, że ten doku¬ment narzuca zupełnie inne formy i sposoby działania uczelni. Za¬cząć trzeba od ustroju, poprzez funkcjonowanie jednostek, a może bardziej czegoś, co jest powiązane z dyscyplinami, co musimy do końca przyszłego roku określić w statucie. Trzeba także ten sta¬tut przygotować, co nie jest rzeczą łatwą, bo jest wiele przepisów, które muszą się tam pojawić. Każda uczelnia może zdefiniować sobie swoje obszary funkcjonowania. Jest to rzeczywiście kawał pracy do wykonania. Pierwsze przepisy zaczynają funkcjonować dzień po wprowadzeniu ustawy. Na przykład zasady dotyczące wynagrodzenia pracowników naukowych, którym w myśl nowych pryncypiów przysługują prawa autorskie. Walczyliśmy o nie wiele lat. Będą dotyczyć wszystkich nauczycieli akademickich.

Zakładam, że ta zmiana została przyjęta bez zastrzeżeń. Co powoduje najwięcej emocji w środowisku akademickim?
– Dzisiejsza ustawa ściąga uczelnie bardziej w kierunku nauki. Bardzo wiele uzależnia od osiągnięć naukowych. Większość spraw jest powiązana z kategorią dyscyplin, bo w nowych przepi¬sach nie mówimy o jednostkach, tylko o dyscyplinach. Wszędzie przez dokument przewijają się kategorie „A”, ”B” B+”, „C”, a naj¬lepiej gdyby mówić o „A+”. I to z tymi literkami jest wszystko, co związane z nauką, kształceniem, finansowaniem, szkołami doktorskimi, powiązane.

Na jakiej podstawie będą przyznawane te „literki”?
– Oceny zostaną sformułowane w pierwszym procesie ewalu¬acji dyscyplin naukowych funkcjonujących na uczelniach. Ma to nastąpić za dwa lata i będzie dotyczyć dorobku pracowników, którzy złożą deklarację do odpowiednich dyscyplin w latach 2017, 2018, 2019, 2020. Niedobrze, że wprowadzamy te kryteria dziś, a dotyczą one także okresu wcześniejszego. Zwykle prawo nie powinno działać wstecz. W jaki sposób dostosować się do pew¬nych kryteriów, jeśli dwa lata temu były one nieznane? Jest w tym zakresie pewien ukłon ze strony ministerstwa. W przepisach do ustawy napisano, że publikacje już wydane będą oceniane według poprzedniego systemu, a tylko bieżące zgodnie z nowym I wte¬dy dowiemy się, które z naszych dyscyplin na tle tych samych w innych uczelniach pokażą nam, gdzie jesteśmy. Oczywiście staramy się być jak najwyżej. Uczelnia bardzo wiele zrobiła dziś dla podniesienia dorobku naukowego. Chcę wierzyć, że ta ocena wypadnie dla nas dobrze.

Co ten podział dyscyplin może oznaczać dla takiej uczelni jak UTP?
– Zapewne inne uporządkowanie systemu funkcjonowania uczelni. Do tej pory uczelnia była związkiem jednostek orga¬nizacyjnych, w naszym przypadku wydziałów, na tych samych prawach. Na wydziale zatrudnione były konkretne osoby do realizacji określonych celów, nie patrząc specjalnie na dyscypli¬ny. W tych dyscyplinach, które będą najważniejsze dla naszej uczelni, pracowników jest najwięcej. Na przykład Wydział Ho¬dowli i Biologii Zwierząt ma najwięcej pracowników pracujących w dyscyplinie zootechnika, ale są też inni pracownicy. Do tej pory ocena dotyczyła jednostki. Teraz ma być oceniana dyscyplina. Z tego wynika, że część pracowników pracujących obecnie na różnych wydziałach będzie w jednej dyscyplinie, która zostanie poddana ewaluacji.

Czemu ma służyć ten podział na dyscypliny?
– Ma porządkować sytuację. Otóż każdy z nas parający się na¬uką musi się zdeklarować, w czym działa. Ale z drugiej strony wiemy, że dziś świat to działalność interdyscyplinarna. Nie da się zbudować czegoś w oparciu o jedną, dwie, pięć osób z danej dyscypliny. Często jest tak, że współpracują ze sobą osoby z bar¬dzo dalekich dyscyplin. Przecież u nas na uczelni też tak jest. Zgodnie z nową ustawą i zasadami ewaluacji każdy pracownik musi zdeklarować swoją przynależność do dyscypliny, w której posiada dorobek naukowy. Przy takiej współpracy także podział punktów za publikacje, osiągnięcia naukowe będzie przypisywany do odpowiedniej dyscypliny.

Panie Rektorze, co te zmiany oznaczają dla studentów?
– Dla studentów wprost i bezpośrednio niewiele, przynajmniej na początku. Ale jeśli przyjmując założenia, które leżały u pod¬staw zmian, czyli podniesienie jakości badań, to ten związek jest oczywisty. Jeśli uczelnie będą miały lepszy poziom naukowy, to i efekt przeniesienia tego na studentów jest dość klarowny. Po pierwsze, nasze osiągnięcia przenoszone są na zajęcia. Po drugie, na uczelniach pojawią się wyraźnie wzmocnione co do znaczenia stanowiska dydaktyczne. To znaczy, że na uczelni można zostać profesorem uczelnianym będąc dydaktykiem, co do tej pory nie miało miejsca. Ustawa sankcjonuje więc większe uznanie dla osób, które w swojej karierze uczelnianej nie wybra¬ły drogi naukowej, a ścieżkę dydaktyczną. Uczelnia potrzebuje bardzo dobrych dydaktyków, o czym doskonale wiemy. Wzrost rangi tej części dydaktycznej powinien rów¬nież doprowadzić do podniesienia poziomu dydaktyki.

Co zmieni w funkcjonowaniu uczelni powołanie nowego gremium? Czy zmieni dotychczaso¬wy sposób zarządzania?
– Ci, którzy się interesowali ustawą wiedzą, że to wzbudzało najwięcej dyskusji. Uznawano, że będzie to or¬gan polityczny kontrolujący rektora. Minister Jarosław Gowin podkreślał, że nie jest to jego zamiarem. Obecne przepisy gwarantują apolityczność. Rektor otrzymuje wiele uprawnień. Nie musi wszystkiego konsultować, ale za to bierze całkowitą odpowie¬dzialność za decyzje, a tych spraw jest wiele. W ustawie przy co drugim zapisie można przeczytać – „odpowiada rektor”. Rektor będzie miał nad sobą organ – Radę Uczelni. W jej skład wejdą osoby związane z uczelnią i też spoza niej, jak biznesmeni i menadżerowie.

Tacy zewnętrzni obserwatorzy mogą być przydatni.
– To kwestia składu i chęci działania rady. Będzie ją tworzyć od 7 do 9 osób, które wspomagają rektora, wspierają, kontrolują, ale również wytykają błędy. Rektorowi też jest potrzebna opinia kogoś z zewnątrz, kto podpowie, że coś dzieje się niewłaściwie. Nie chodzi przecież o spotkania przy kawie i przytakiwanie, że wszystko jest dobrze.

Kto będzie wybierał Radę Uczelni?
– Jej członków wybierze senat, będą wynagradzani przez uczelnię i to całkiem przyzwoicie. Wobec tego trzeba od nich oczekiwać, by chcieli się zaangażować na rzecz uczelni. Jeśli to będą ludzie, którzy mają nie tylko spojrzenie krytyczne, ale także kreatywne, to taka rada mogłaby być organem bardzo pomocnym.

Panie Rektorze, muszę o to zapytać. Czy może zmienić się nazwa UTP i gdyby to się stało, czy jest to faktycznie tak ważne? Jak zmieniłby się wówczas status uczelni?
– Nie ma żadnego powodu, aby zmieniać nazwę. Ustawa abso¬lutnie nas do tego nie zmusza. Definiuje jedynie warunki, jakie uczelnie powinny spełnić, by mieć określoną nazwę. Dotyczą one jed¬nak nowych szkół wyższych oraz tych, które chcą zmienić nazwę. Istniejące obecnie mogą funkcjo¬nować dalej pod dotychczasowym mianem. W środowisku zawsze to¬czyły się dyskusje na temat znacze¬nia nazwy dla uczelni. Według mnie samo sformułowanie w nazwie nie jest czymś istotnym. Ważne, żeby można było w ten sposób identy¬fikować uczelnię. W Polsce istnieje wiele politechnik. Wystarczy w okre¬ślonym mieście czy regionie powie¬dzieć politechnika i wszyscy wiedzą, o którą uczelnię chodzi. Podobnie jest z uniwersytetem. Funkcjonują również uczelnie identyfikowalne po nazwie np. Akademia Górniczo¬-Hutnicza, ale to kształtowało się przez dziesiątki lat. Tam nie ma tyl¬ko jednostek zajmujących się jedynie górnictwem i hutnictwem, a jest cała masa innych, praktycznie wszystkie dyscypliny z obszaru nauk technicznych i inżynieryjnych. My jesteśmy bardziej rozpozna¬walni jako UTP niż Uniwersytet Technologiczno-Przyrodniczy. Przeciętny bydgoszczanin może nie rozwinąć skrótu UTP, pew¬nie z UKW będzie podobnie. Z punktu widzenia uczelni nazwa powinna być identyfikowalna.

Zmienić ma się także model finansowania w szkolnictwie wyższym. Czy pozwoli on na swobodniejsze dysponowanie środkami?
– Pod warunkiem, że ten model zmieni się tak, że będzie więcej pieniędzy. Nie da się reformy szkolnictwa wyższego zrobić bez większych pieniędzy. Przy tych środkach, które mamy, to dorobek polskich naukowców jest na wyższym poziomie niż stopień ich dofinansowania. To znaczy, że my jesteśmy bardziej sprawni niż wiele innych państw, bo za mniejsze pieniądze jesteśmy wyżej w klasyfikacji. Jeśli w ustawie mówi się o podziale uczelni na kate¬gorie i jeśli ma być 10, 15 uczelni badawczych, wybranych w dro¬dze konkursu i te uczelnie mają dostać większe pieniądze, po to, by doganiały świat, to jeśli te pieniądze zostaną wzięte z tego samego systemu, czyli komuś zabrane, to należy spodziewać się katastrofy. Uczelnie są nie tylko ośrodkami wypuszczającymi inżynierów, magistrów licencjatów, ale są to centra kształcenia intelektualnego elit dla swojego regionu. Niedoprowadzenie pieniędzy do tego systemu spowoduje, że gdzieś zacznie on ciąć swoje korzenie. Może to doprowadzić do zamknięcia możliwości kształcenia tych elit, a tym samym zniszczenia regionów.

Zmiany mogą więc odcisnąć silne piętno na całym otoczeniu społeczno-gospodarczym regionu.
– Uważam, że ta ustawa ma cały szereg zalet. Być może mój pogląd jest „spaczony”, bo patrzę przez pryzmat urzędującego rektora, nie tylko nauczyciela akademickiego. Z tego punktu widzenia ustawa jest dobra. Problemem są rozporządzenia, bo to one zdecydują, jakie będą kryteria ewaluacji, jak zostaną po¬dzielone pieniądze, komu zostaną one dane. Na ten moment nie ma bezwzględnych kryteriów oceny uczelni. UTP przez wiele lat istnienia wyedukowało blisko 60 tysięcy inżynierów, którzy są wszędzie w regionie i ten region funkcjonuje dzięki nim. Gdyby teraz pojawił się pomysł zamknięcia uczelni, to byłby to absurd. Myślę, że nikomu w głowie taki pomysł się nie rodzi, ale jeśli czasem by się pojawił, to mam nadzieję, że nie tylko ja jako rektor, i nie tylko społeczność akademicka, ale cały region stanie w obronie poprzednich ustaleń. Mimo najszczerszych chęci, bo chciałbym być rektorem uczelni badawczej, w gronie tych dzie¬sięciu się nie znajdziemy. Żadna uczelnia bydgoska nie ma na to szans. Szkoda. Musimy myśleć o tym, aby tutaj było centrum kształcenia elit dla ósmego pod względem liczby mieszkańców w Polsce i dla naszego pięknego regionu. Niewłaściwie postawiona kreska spowoduje zapaść elit, co pewnie nie wyjdzie w tym pokoleniu, ale za dwa, trzy. Będzie to zapaść, której się nie da naprawić. I dotyczy to nie tylko UTP i kujawsko-pomorskiego, ale też dziesięciu innych województw.

Dlaczego szkoła zawodowa jest gorsza dla kształcenia?
– To jest szkoła, która nie prowadzi badań. Tak też można kształ¬cić. Proszę jednak pamiętać o tym, że tylko ten nauczyciel, któ¬ry prowadzi badania na bieżąco i dobrej jakości, całość spraw z tym związanych przekaże studentom. Tego nie da się wyczytać w książce, a jeśli już – to z kilkuletnim opóźnieniem. Dzięki pracom badawczym inaczej prowadzi się zajęcia, wzbudza kre¬atywność u młodych ludzi. Sprowadzenie bydgoskich uczelni do poziomu szkół zawodowych, to niewyobrażalna strata. By nie myśleć o tym, musimy mieć lepszą jakość badań. Na uczelniach dzieje się bardzo wiele w tej materii, także na naszym uniwersy¬tecie. Myślę, że sobie poradzimy.

Dziękuję za rozmowę.

rozmawiała: Ewa Lewandowska
zdjęcia: Ryszard Wszołek

 


Drukuj