Uniwersytet zmiany

Felieton Daniela Rolanda Soboty z Polskiej Akademii Nauk

Niniejszy namysł nad uniwersytetem służy przygotowaniu odpowiedniego gruntu dla postawienia pytania o jakość i sens proponowanych dzisiaj zmian polskiego szkolnictwa wyższego. W centrum rozważań stawia on ideę uniwersytetu i jego zmiany. Wychodzi z założenia, iż zanim sformułuje się odpowiedź na jakiekolwiek pytanie, zwłaszcza tak wielkie pytanie, jak kwestia uniwersytetu, należy najpierw dobrze postawić samo pytanie, zrozumieć jego kontekst, zdefiniować użyte w nim pojęcia etc. Namysł ów pozostaje wierny przekonaniu Martina Heideggera, że odpowiedź jest tylko ostatnim krokiem pytania, ostatnią stacją na drodze cierpliwego zapytywania, z której roztacza się daleki widok Nieskrytego.
------

W ciągu swoich długich dziejów instytucja uniwersytetu doczekała się wielu zmian. Trudno nawet porównać ze sobą pierwszy uniwersytet średniowieczny, który jako niewielka wspólnota uczonych i studentów (universitas), zorganizowanych w cztery fakultety, stacjonował w kilkunastu miastach ówczesnej Europy – ze współczesnym mega-uniwersytetem, który często liczy kilka tysięcy pracowników naukowych, administracyjnych i technicznych oraz kilkadziesiąt tysięcy studentów, przyswajających niezliczoną ilość nauk na wielu wydziałach. Jak porównać ówczesną, przekazywaną z pokolenia na pokolenie w sposób niemal niezmienny, niewielką zakresowo, spekulatywną wiedzę filozoficzną, prawniczą, medyczną i teologiczną ze współczesną technonauką, która każdego dnia na całym świecie generuje tysiące nowych informacji empirycznie potwierdzonych? Jak w ogóle można zestawiać ze sobą średniowieczną wspólnotę uczonych i uczących się, dysponującą bardzo skromnymi czy wręcz ubogimi zasobach materialnymi i infrastrukturalnymi, ze współczesnymi instytucjami, których budżety można niekiedy porównywać do budżetów całych państw? Oczywiście, pomimo tych historycznych różnic, istnieje kilka elementów stycznych. Tak jak dawniej, także i dzisiaj uniwersytet służy rozwijaniu i przekazywaniu wiedzy, a wspólnota uniwersytecka ma najczęściej charakter międzynarodowy i wielopokoleniowy.Tak jak dawniej, uniwersytet, którego funkcją jest odkrywanie prawdy – a to jest możliwe tylko na gruncie zasady autonomii – musi stawiać opór najprzeróżniejszym wpływom i naciskom, gotowym zinstrumentalizować i podporządkować właściwą mu funkcję czemuś społecznie lub politycznie pożądanemu. Wreszcie tak jak dawniej, dzisiejszy uniwersytet wystawiony jest na wciąż od nowa podejmowaną próbę jego zmiany, która przyjmuje różne oblicza: od łagodniejszych prób reorganizacji, przez jego gruntowną reformę, aż po pomysły jego likwidacji i ustanowienia w jego miejscu czegoś bardziej „nowoczesnego”. Można tych różnic i podobieństw wyliczyć jeszcze sporo, jednak tym, co stanowi w ogóle o możliwości samego porównywania tak odległych historycznie bytów, jest czasowa ciągłość, a więc dzieje uniwersytetu, które są – jak sama nazwa wskazuje – historią dziania się i wydarzania w rzeczywistości społecznej tego, co składa się na idealną treść noszącą nazwę universitas. Jak w każdej zmianie istnieje coś, co się zmienia, i to, co niezmienne. Gdyby nie było niczego, co trwa pomimo zmian i co w sposób trwały konstytuuje istotę uniwersytetu, nie można by w ogóle mówić o zmianie tego samego.

------

Mówiąc o zmianach, jakich doznał uniwersytet w przeciągu wieków, można odwołać się do bogatej wiedzy z zakresu historii szkolnictwa europejskiego; wiele wyjaśniłoby się także dzięki ogólnej teorii zmian społecznych czy teorii instytucji. W ramach tej ostatniej można by się dowiedzieć, jak wyglądają ogólne prawa funkcjonowania instytucji, biorąc pod uwagę przede wszystkim dynamikę zmian: od momentu ich ustanowienia, przez ich rozwój, upadek, aż po ich likwidację. Ale nie sięgając aż tak daleko i pozostając na gruncie tego, co powiedzieliśmy wyżej, można wyróżnić dwa rodzaje zmian, jakich doświadcza każda instytucja, w tym także uniwersytet. Pierwsza jest zmianą, której przyświeca chęć podporządkowania danej instytucji różnym, zewnętrznym wobec niej celom społecznym; druga jest zmianą, której przyświeca chęć uczynienia danej instytucji jak najwierniejszym odzwierciedleniem tego, czym ona jest w swojej istocie, a więc ukształtowania jej zgodnie z jej celami wewnętrznymi, wynikającym wprost z samej jej idei.

------

Co do zmiany pierwszego rodzaju, nietrudno zauważyć, że w dziejach uniwersytetu istniały takie, które służyły w zamyśle innym celom niż poprawa jego funkcjonowania. Zaproponowane i wdrażane zmiany odnosiły się do uniwersytetu rozumianego czysto instrumentalnie, a więc jako coś, co ma służyć czemuś innemu niż on sam. Ponieważ uniwersytet jest jednym z elementów rzeczywistości społecznej, zarówno zmiany całego życia społecznego, jak i zmiany niektórych jego podstawowych sektorów wymuszały także zmiany w funkcjonowaniu i strukturze uniwersytetu. W sposób niejako niezamierzony w dłuższej perspektywie zmiany te mogły okazać się dla uniwersytetu dobroczynne. Najliczniejsze jednak były takie zmiany, których zamiarem było wykorzystanie idei uniwersytetu do innych celów niż te, które wynikają z jego idei. Kończyło się to zwykle jakimś mniejszym lub większym wynaturzeniem tej instytucji – w efekcie czego prędzej czy później na podstawie czystego wglądu w ideę uniwersytetu albo zgłaszano postulat jego reformy, albo jego likwidacji. Odkrycie nauk i ścisłe połączenie ich z rozwojem techniki, która w sposób rewolucyjny zmieniła warunki życia, okazało się na tyle „dobroczynne” dla społeczeństwa, że raz odkryta i wprowadzona w życie idea uniwersytetu, w którą wpisane jest tworzenie i przekazywanie wiedzy (naukowej), nie tylko przeżyła próbę czasu, ale stała się obecnie, jako instytucja, głównym czynnikiem odpowiedzialnym za tempo zmian społecznych. Aktualnie promowana koncepcja „społeczeństwa wiedzy” czy „społeczeństwa informacyjnego” nadaje uniwersytetowi najwyższą rangę. Pomimo widocznych zalet, jakimi są np. zwiększające się dotacje na badania i wynikające stąd szybsze tempo przyrostu wiedzy, można zapytać, czy dotychczasowe zmiany uniwersytetu wciąż nie traktują go jako wartości instrumentalnej. A jeśli tak, to czy nie występuje zagrożenie, że kolejne zmiany uniwersytetu doprowadzą tę instytucję do poważnego kryzysu, po którym znów po wielokroć będzie pojawiało się pytanie o sensowność jego dalszego utrzymywania. Tego typu wątpliwości rodzą się na podstawie często dziś powtarzanych opinii, że „nowoczesny” uniwersytet powinien być dostosowany do potrzeb rynku, że powinien wspierać swoimi innowacjami przedsiębiorczość, zwiększać zatrudnienie etc. Tymczasem motorem każdej dobrej zmiany, jakiej winny podlegać instytucje o randze i specyfice uniwersytetu, nie może być nic innego, jak próba jak najwierniejszego odzwierciedlenia w ramach funkcjonowania danej instytucji tej idei, która jej przyświeca i tworzy jej sens, nigdy zaś podporządkowanie jej celom zewnętrznym, choćby najbardziej w danej chwili pożądanym (jak np. polityka narodowa, postęp techniczny czy wzrost gospodarczy).

------

Na tym właśnie polega drugi typ zmiany. Jest to zmiana podyktowana brakiem satysfakcji z dotychczasowego funkcjonowania danej instytucji, który bierze się z wglądu w to, jak powinna ona, zgodnie ze swoją ideą, działać w danej rzeczywistości historycznej. Miarą drugiego typu zmiany jest to, czym uniwersytet w swojej istocie jest. Trzymając się tego typu zmiany, można powiedzieć, że tylko wtedy zmiany uniwersytetu są satysfakcjonujące, tzn. rzeczywiście poprawiają realizację funkcji statutowych tej instytucji, gdy wzorem czynią samą ideę uniwersytetu. Co jest ciekawe i co jest najczęściej pomijane, wiąże się to zwykle z korektą lub przebudową najważniejszych sektorów życia społecznego. Oczywiście istnieją i istniały społeczeństwa, w których nie znano instytucji uniwersytetu. W optyce powszechnych dziejów człowieka uniwersytet jest wciąż świeżym odkryciem. Jednak tam, gdzie został on odkryty i gdzie przyznano mu właściwą rangę – a stało się to w Europie – nie da się na dłuższą metę realizować jego idei bez odpowiadającego jej przekształcenia rzeczywistości społeczno-ekonomiczno-politycznej. Z tej perspektywy wprowadzanie zmian na uniwersytecie byłoby nie tylko jakimś dodatkowym zajęciem w stosunku do zmian projektowanych i dokonywanych np. w obrębie polityki mieszkaniowej czy systemu handlu etc., ale byłoby absolutnie kluczowym procesem rozwoju całego społeczeństwa. Krótko mówiąc, zmiany uniwersytetu można uznać idealiter za model zmian całego życia społecznego, a więc, patrząc szerzej, historii człowieka. W tym sensie błędne jest przekonanie, że uniwersytet powinien dostosować się do potrzeb społeczeństwa; odwrotnie, to raczej zmiany życia społecznego winny być projektowane na modłę tego, czym jest uniwersytet. Powodem tego jest fakt, że idea uniwersytetu jest ściśle skorelowana z ideą kształcenia, wolności, prawdy i rozumieniem człowieka jako istoty racjonalnej, w związku z czym dążenie do perfekcji w tym zakresie musi przyczyniać się do tworzenia takich optymalnych warunków życia, w których człowiek znajduje najlepsze dla siebie możliwości rozwoju. U podstaw idei uniwersytetu leży idea oświecenia, rozumiana nie jako epoka historyczna, lecz w szerokim tego słowa znaczeniu jako dziejowa droga człowieka do życia w pełni swoich możliwości dzięki prawdzie i wiedzy. Za sprawą odkrycia idei uniwersytetu i jej realizacji w konkretnej rzeczywistości historycznej społeczeństwa zyskały wzorzec, jaki winien przyświecać projektowaniu i wdrażaniu zmian we wszystkich wymiarach jego zbiorowego życia. Celem jest takie przekształcenie życia społecznego, aby stało się ono wspólnotą uniwersytecką (universitas), która jako dobrze funkcjonująca instytucja społeczna podtrzymuje w sobie ducha spontanicznej zbiorowości, oddającej się prawdzie i wiedzy. Jeśli znajdujemy się dziś w takiej sytuacji dziejowej, w której społeczeństwo, budowane wieki temu na wzór wspólnoty kościelnej, ustąpiło miejsca społeczeństwu wiedzy, to nie ma innego modelu rozwijania tego społeczeństwa jak wspólnota uniwersytecka.

------

Ale czym jest owa przywoływana wielokrotnie universitas? Jest to szczególny typ zbiorowości, który porównałbym do tego, co brytyjski antropolog, Victor Turner, nazywał communitas (tenże, Proces rytualny. Struktura i antystruktura, Warszawa 2010) i co przeciwstawił wspólnocie typu societas. Ta ostatnia oznacza społeczeństwo jako stabilną, dobrze ustrukturyzowaną i zhierarchizowaną zbiorowość. Gwoli przypomnienia: w swojej koncepcji Turner wychodzi od van Gennepowskiego schematu obrzędu przejścia. W środkowej, liminalnej (łac. limes – próg, granica) fazie trójfazowego rytuału przejścia pojawia rodzaj pierwotnej zbiorowości, która pozbawiona jest bliżej określonej struktury – stąd Turner mówi o antystrukturze – gwarantuje jednak swoistą źródłowość wzajemnych odniesień jej członków. W ramach tej pierwotnej zbiorowości, której zakres pokrywa się z tym, co nazywamy człowieczeństwem lub ludzkością, powstają różne formy kulturowe, które zaopatrują społeczeństwo w zestaw nowych wzorców myślenia i działania. Odnosząc to do uniwersytetu, można powiedzieć, że wspólnota uniwersytecka może być rozpatrywana jako właśnie taka communitas. Swoje źródła ma ona w „spontanicznej communitas”, która skupia osoby, chcące poświęcić swoje życie na odkrywanie prawdy. Z biegiem czasu wspólnota ta przeradza się w „normatywną communitas”, która jako instytucja działająca w obrębie ustrukturyzowanego społeczeństwa ma zadanie podtrzymywać pozytywnego ducha „anarchii i chaosu”, ideę rewolucji, która służy społeczeństwu, prezentując prawdę. Będąc stale otwartą na źródło, z którego się spontanicznie wyłoniła, a którym jest nieskończona potrzeba prawdy – prawdy za wszelką cenę – przyjmuje ona postać zhierarchizowanej instytucji, która tworzy i przekazuje wiedzę. Jest bytem dialektycznym, rozpostartym pomiędzy spontaniczną communitas ludzi, którzy w ogniu prawdy dokonują samospalenia, a ustrukturyzowaną societas, która wymaga ugruntowanej wiedzy i społecznych autorytetów oraz przewodników. Uniwersytet jest z założenia bytem pośrednim, przejściowym, dziejowym. W ten sposób rozumiany uniwersytet, jako miejsce wydarzania się człowieka jako takiego, miejsce przełamywania dotychczasowych wzorców, przekraczania granic, jako miejsce szeroko otwarte na wydarzanie się prawdy, na przemianę, transgresję i dzieje, jest synonimem dynamizmu, życia, rozwoju, człowieczej drogi ku pełni swojej istoty. Jest dziejową zmianą par excellence. Ta dziejowa zmiana wydarza się w realnej historii i współtworzy ją, przyjmując różne postaci: większe lub mniejsze zmiany, które kształtują historyczną różnorodność instytucji uniwersytetu. Można wymienić kilka rodzajów takich zmian, biorąc pod uwagę różne kryteria, które specyfikują charakterystyczny dla życia intencjonalny i sprawczy sposób odnoszenia się do świata. Według współczesnego fenomenologa edukacji, Jarosława Gary, istnieje co najmniej kilka takich kryteriów (tenże, Zmiana w edukacji jako wartość instrumentalna, „Horyzonty Wychowania”, 17 (41), 2018, s. 75–96). Należą do nich kryterium zamysłu, kierunku, celu, służebności, racjonalności, strategii, uprawomocnień, transparentności, perspektywiczno¬ści i skutku. Pierwsze kryterium (zmiany) każe pytać o to, czy proponowane zmiany mają charakter fikcyjny czy rzeczywisty. Drugie kryterium (kierunku) prowokuje do pytania o to, czy sugerowane zmiany dodają coś do obecnego stanu rzeczy, czy też ich głównym celem jest eliminacja pewnych elementów. Trzecie kryterium (celu) wnosi pytanie o to, czy wprowadzane zmiany mają za zadanie utrwalanie czegoś czy kreowanie nowych rzeczy. Czwarte kryterium (służebności) stawia problem tego, czemu ma służyć zmiana: czy ma być to zmiana kierowana miarami prakseologiczno-utylitarnymi czy też światopoglądowymi? Piąte kryterium (racjonalności) pyta o to, czy zmiany mają przebiegać według wewnętrznej racjonalności uniwersytetu, tzn. jego idei, czy też racjonalności zewnętrznej, która jest właściwa innym sektorom życia społecznego. Szóste kryterium (strategii) dotyczy sposobu wdrażania zaplanowanych zmian: czy ma się to odbywać etapowo (stopniowo) czy skokowo (radykalnie). Siódme kryterium (uprawomocnień) odpowiada na pytanie, czy zmiany mają swoje uzasadnienie w wypracowanej umowie, konsultacjach i konsensusie środowiskowym i społecznym czy też wynikają one z formalnych prerogatyw i administracyjnej władzy. Ósme kryterium (transparentności) jest oczywiste: wskazuje ono na jawność, przejrzystość lub skrytość, nieprzejrzystość zmiany. Dziewiąte kryterium (perspektywiczności) zmusza do zastanowienia się, czy dane zmiany mają charakter akcydentalny czy dalekosiężny. Wreszcie ostatnie kryterium (skutku) daje odpowiedź na pytanie o to, jakie konsekwencje – pozytywne czy negatywne, korzystne czy niekorzystne – będą miały zmiany po ich wprowadzeniu.

------

Biorąc pod uwagę powyższe kryteria, można zauważyć, iż nie wszystkie zmiany, jakim podlega uniwersytet, służą wspomnianej zmianie dziejowej, która stanowi o istocie uniwersytetu, tzn. intensyfikują ją, wzmacniają i podsycają. Są zmiany, które mu ewidentnie szkodzą. Najgorsza sytuacja ma miejsce wtedy, gdy zmiany organizacyjne uniwersytetu prowadzą do całkowitego rozwiązania wspólnoty typu communitas, w jej miejsce zaś pozwalają się rozsiąść sprawnie funkcjonującej zbiorowości typu societas, której jedynym celem jest „mobilizacja zasobów”. Równie niebezpieczna dla uniwersytetu jest próba powołania do życia communitas typu ideologicznego, która próbuje środkami, jakimi dysponuje societas, zbudować na siłę jakąś formę egzystencjalnej communitas. Tego rodzaju próby, podejmowane czy to w religii, czy w polityce, zawsze kończyły się wielką kompromitacją, by nie powiedzieć: katastrofą.

------

Dyskusja nad zmianami uniwersytetu winna mieć uniwersytecki przebieg, dlatego pozostaje spokojnie rozważyć, jak ocenić w kontekście wyżej opisanej istoty uniwersytetu i jego dynamiki oraz zaprezentowanych kryteriów zmiany to, co w tym obszarze proponuje się dziś w Polsce. Pewne rzeczy już teraz wydają się oczywiste, niemniej zaleca się tutaj cierpliwe wytrzymanie w pytaniu.

tekst: Daniel Roland Sobota (PAN)
rysunki: Kamil Kusy


Drukuj