Recenzje w naukowych czasopismach

O korzyściach recenzowania w czasopismach naukowych - rozmawiamy z prof. dr. hab. inż. Adamem Gadomskim, prorektorem ds. współpracy międzynarodowej.

Czy warto być recenzentem w czasopismach naukowych o zasięgu międzynarodowym z tzw. listy (część A) Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego?

- Warto być nie tylko recenzentem, ale też redaktorem czy redaktorem specjalnym materiałów konferencyjnych. Mam wieloletnie doświadczenie w tym zakresie, ponieważ redagowałem cztery takie rodzaje materiałów w czasopismach o zasięgu międzynarodowym. Jednym z nich jest „Physica A”. Przygotowywałem dla niego materiały z konferencji w Budapeszcie, na której był laureat Nagrody Nobla. Podsumowaniem była książka wydana przez wydawnictwo w Holandii. To był 1999 rok.

Co to oznaczało dla Pana jako naukowca?

- Zapoczątkowało kontakty z naukowcami z innych uniwersytetów, z którymi publikowałem później różne rzeczy. Wielokrotnie prosiłem też o instancję w różnych gremiach i o recenzje. Z tych znajomości mogli skorzystać także moi współpracownicy, doktoranci. Poznani naukowcy proponowali mi również udział w konferencjach, także jako zaproszony wykładowca. A to wzmacnia rangę uniwersytetu. A są to wydarzenia, które świadczą o nośności naszej nauki w świecie. Informacje przydatne także ministerstwu. Nawet taka średniej wielkości uczelnia, jak nasza, o profilu skoncentrowanym wokół nauk technicznych oraz rolniczo-zootechnicznych, czerpie z tego korzyść, bo jest wzmiankowana w różnych periodykach, czasopismach, bazach danych, wykazach, rankingach, itp. Pomaga to nam zdobyć subwencje, być może pomoże zdobyć odpowiednią kategorię.

Może się Pan pochwalić „Review Confirmation Certificate”, co to oznacza?

- Jest to certyfikat potwierdzający moją działalność jako recenzenta sześciu przyjętych do druku i opublikowanych artykułów w dwóch czasopismach z tzw. wyższej półki (w sumie było ich ok. 10 w tym czasie, ale nie wszystkie przeszły sito recenzenckie). To „Entropy” i Nanomaterials” . Oba należą do czasopism otwartego dostępu, które są już od dziesięciu lat na rynku wydawniczym i są wysoko notowane na liście ministerstwa.

Ile osób zwykle recenzuje jeden artykuł?

- Czasem trzy osoby.

Jak wielu naukowców naszej uczelni szczyci się takim certyfikatem, czy jest recenzentem bądź redaktorem w dobrych i uznanych czasopismach naukowych?

- Wiem, że np. prof. Dariusz Skibicki (WIM), prof. Michał Choraś (WTIiE) czy prof. Dariusz Piwczyński (WHiBZ) i zapewne inni np. prof. Sylwia Zielińska-Raczyńska (IMiF) recenzuje do opiniotwórczego w środowisku fizyków „Physical Review”. Zostawiłbym to jednak w sumie jako pytanie otwarte. Chciałbym podczas tej rozmowy gorąco zachęcić koleżanki i kolegów, którzy takie rzeczy robią, aby się ujawniali i propagowali troszeczkę swoją działalność recenzencką i redaktorską, a także tę najbardziej wartościową - publikacyjną.

Dlaczego ?

- Ta działalność jest troszeczkę pro bono, czasami pronaukowe publico bono. Bez niej nie będzie systemu publikacji, ponieważ, jak wynika z mojego doświadczenia, będzie coraz trudniej znajdować recenzentów do specjalistycznych artykułów, które są na ogół bardzo trudne w ich zrozumieniu i ocenie, a to z kolei pochłania czas, który można przeznaczyć na coś innego.

Jakie jeszcze korzyści płyną z recenzowania artykułów?

- Oprócz nietuzinkowych kontaktów ze świata nauki, dają także możliwość nauczenia się pisania artykułów, podpatrzenia, jak to robią inni, występujący tu niekiedy w roli mistrzów, co ważne dla mniej doświadczonych naukowców. Mogą się nauczyć wyrażania myśli, komentowania własnych wyników, opisu dokładnie tego, co jest istotą badania, a nie tworzenia elaboratów, które mają kogoś zachwycić dobrym stylem przy elementarnym braku istotnej treści.

Jakie znaczenie dla uczelni ma posiadanie wielu recenzentów?

- Daje nam wpływ na pewien obszar nauki. Jeśli recenzenci są w danym czasopiśmie, mogą otrzymać do recenzji artykuł z własnej jednostki, co – nie ukrywajmy - może zwiększyć szanse kandydata. Możemy także proponować czasopismom nasze tematy, co wzbogaci uczelnię w sensie merytorycznym, ale też (poprzez wkład do subwencji) finansowym, np. wydania specjalne. W ten sposób obwieszczamy światu, co dzieje się na naszej uczelni. Tak zrobiłem w ubiegłym roku organizując Międzynarodowe Warsztaty Biomedyczne. Zaprosiłem na nie, oprócz wielu badaczy rodzimych, znajomych naukowców m.in. z Barcelony, Berlina, Monachium, Trydentu oraz kilku ze Stanów Zjednoczonych, którzy powiedzieli o swoich badaniach w korelacji z tym, co robimy my. Przypomnę, że temat dotyczył rozprzestrzeniania się chorób wirusowych, różnego typu przypadłości czy transmisję różnorakich sygnałów w układach biologicznych. Gdyby nie znajomości z początkowego okresu mojej działalności, to pewnie te osoby by tutaj nie przyjechały. Powstało z tego również tzw. wydanie specjalne w czasopiśmie „BioSystems” (grupa wydawnicza Elsevier; po 10 latach po raz drugi redaguję gościnnie materiał dla tego czasopisma).

Wynika z tego, że warto podejmować się recenzowania czy też redagowania artykułów w czasopismach.

- Zdecydowanie. Sami z własną grupą możemy proponować tematy, które na ogół mają większe szanse opublikowania. Daje nam to pewne punkty, ważne dla oceny ze strony ministerstwa. Bez nich nie mamy szans na żadną sensowną kategorię. A aspirujemy do kategorii uczelni o charakterze badawczo-dydaktycznym. Chcemy uczyć studentów i prowadzić badania naukowe. Jednak żeby dobrze uczyć studentów trzeba uprawiać naukę – innej skutecznej drogi nie ma, i jak dotychczas, w placówkach akademickich alternatywnej jeszcze nie wymyślono.

Dziękuję za rozmowę.

prof.gadomski

Profesor Adam Gadomski redagował także w roku 2000 wydanie specjalne w czasopiśmie z zakresu fizyki komputerowej i obliczeniowych metod fizyki pod nazwą International Journal of Modern Physics C. Jest on także od około sześciu lat Review Editor w szwajcarskim Frontiers (Sekcja: Computational Physics; wydawnictwo międzynarodowe Politechniki w Lozannie) oraz recenzentem dla grupy wydawniczej Frontiers (np., z zakresu fizyki, fizjologii i psychologii analitycznej).

Rozmawiała: Ewa Lewandowska

 

 

 

 

 

 

 

 


Drukuj