Trzeba z żywymi naprzód iść

„Na początku roku 1980 rektor powołał mnie na stanowisko dziekana Wydziału Mechanicznego. Nie obeszło się bez rozmów i trudności, gdyż byłem bezpartyjnym.

Jednak rektor postawił na swoim widząc mnie jako osobę odpowiednią na tak poważne stanowisko w tamtych czasach. Byłem kilkakrotnie za granicą na wyższych uczelniach i w przemyśle, mogłem więc zdobyte doświadczenie wdrożyć do naszego szkolnictwa wyższego. Początkowo zajęcia i praca naukowa przebiegały stabilnie z widoczną tendencją rozwojową. W listopadzie, gdy cała Polska była objęta strajkami, na moim wydziale zapanował całkowity chaos. Studenci zajęli duże sale. Przed drzwiami były warty kontrolne.” – to fragment autobiografii prof. zw. dr. hab. inż. Zbigniewa Kikiewicza „Od zesłańca do profesora”.

Profesor Zbigniew Kikiewicz urodził się 21 lutego 1924 roku w Białymstoku w rodzinie katolickiej jako syn nauczycielki i radcy prawnego. W 1941 roku wywieziony razem z matką Zofią na Syberię do Ałtajskiego Kraju, a ojciec Ryszard został aresztowany przez NKWD. Brat Lesław i stryj Roman, aresztowani, zmarli na terenie ZSRR.

Po dwóch latach Syberii Zbigniew Kikiewicz został wcielony w 1943 r. do I Dywizji im. Tadeusza Kościuszki w Siedlcach na terenie ZSRR. Brał udział w czołowym ataku 1. batalionu pod Lenino, następnie w oswobodzeniu Warszawy, zdobyciu Kołobrzegu, Wału Pomorskiego i Berlina.

Po wojnie uzyskał stopnie: magistra (1950), doktora (1961), docenta (1964) oraz tytuł naukowy profesora nadzwyczajnego (1975) i zwyczajnego (1983) z zakresu nauk technicznych.

Był kierownikiem Katedry na Politechnice Łódzkiej i w Bydgoszczy oraz dwukrotnie dziekanem Wydziału Mechanicznego.

Profesor Zbigniew Kikiewicz za udział w II wojnie światowej został odznaczony m.in. krzyżem srebrnego orderu Virtutti Militari, srebrnym medalem chwały za walki pod Lenino, medalem za Warszawę 1939-1945, medalem za Odrę, Nysę i Bałtyk, medalem za udział w walkach o Berlin, medalem zwycięstwa i wolności 1945.

Które czasy zapisały się w Pana pamięci najmilej?

- Mam 95 lat i nie wiem, kiedy to zleciało. Najmilszy czas? Hm. Muszę pomyśleć. Chyba ten, kiedy miałem kilkanaście lat i wyjeżdżaliśmy z mamą i koleżanką na wakacje na wieś nad Bug. Spędzaliśmy tam dwa miesiące. Miałem wtedy 12 lat. I to ciekawe, bo jeszcze przez cały czas miałem kontakt z tą koleżanką. Ona co prawda mieszkała już w dorosłym życiu w Warszawie, ale wielokrotnie ze sobą rozmawialiśmy.

Jaki etap Pana kariery zawodowej był najbardziej intensywny?

- Zaraz po wojnie wstąpiłem na Politechnikę Łódzką. Umysł opanowany wspomnieniami walk na froncie trzeba było czymś zająć. Dlatego rzuciłem się w wir nauki na najtrudniejszym wydziale – mechanicznym.

Jak Pan trafił do Bydgoszczy?

- Do 1973 roku byłem w Łodzi, już z dużym stażem, ale nie mogłem tam kontynuować kariery. Nie zgadzał się na to szef tamtejszej komórki PZPR, do której zresztą nie należałem. Miałem kilka innych propozycji, ale wybrałem Bydgoszcz, w której mnie miło przyjęto. To tutaj otrzymałem tytuł profesora.

Jak udało się Panu w tamtych czasach wyjeżdżać zawodowo do innych krajów?

- Nie miano do mnie zastrzeżeń, a byłem ekspertem w dziedzinie budowy i eksploatacji maszyn celulozowo-papierowych. Polska kupowała takie urządzenia od innych państw. Były bardzo drogie. Wyjeżdżałem więc do Szwecji, Szwajcarii, Stanów Zjednoczonych, Włoch, Anglii i innych państw kapitalistycznych. Kształciłem też we wszystkich fabrykach papierniczych w Polsce. W fabryce czułem się jak w domu.

Z czego jest Pan najbardziej dumny?

- Czasem nasze osiągnięcie bywały utajniane. Tak było w przypadku bibułki kondensatorowej, która powstała w Żywcu, a która została otoczona wielką tajemnicą. Fabryka papierów zachowała to w sekrecie, aby nie dowiedziały się o tym rynki światowe.

Co oznacza dla Pana otrzymanie Krzyża Virtutti Militari?

- Ma dla mnie ogromne znaczenie, ponieważ otrzymuje się go za męstwo. Uznawany jest przez wszystkich bez względu na poglądy. Dla mnie to przede wszystkim uczucie dumy, docenienie przetrwania tych strasznych czasów wojennych. To także wyraz szacunku, bez względu na opcje polityczne. Pozostaje stałym wyrazem osiągnięć w czasie walki. Jest ogromną, niezmienną wartością.

prof kikiewicz medal

Co jest w życiu najważniejsze? Jakie przesłanie miałby Pan dla potomnych?

- „Trzeba z żywymi naprzód iść, po życie sięgać nowe, a nie w uwiędłych laurów liść z uporem stroić głowę*.” W 80% trzeba patrzeć w przyszłość, iść do przodu, a w 20% opierać się o to, co było. Świat i tak pójdzie swoją drogą.

 

*A. Asnyk, „Daremne żale”


Drukuj