MIĘDZY OXFORDEM A SINGAPUREM

Rozmowa z Bartoszem Gackowskim, absolwentem Wydziału Technologii i Inżynierii Chemicznej.

Panie Bartku, patrząc na to, w jakim miejscu się dzisiaj Pan znajduje śmiało można stwierdzić, że nie boi się Pan wyzwań. Dostać się do programu stypendialnego A*STAR Agency for Science, Technology and Research w Singapurze
nie jest łatwo. Jak to się stało?

– W sumie był to przypadek. Kiedy zaczynałem studia magisterskie w Nottingham, nie myślałem jeszcze o robieniu doktoratu, a raczej o znalezieniu pracy w przemyśle. Aplikowałem do różnych firm w Wielkiej Brytanii i Polsce, które zajmują się przetwórstwem kompozytów polimerowych. Jednak po rozmowach kwalifikacyjnych doszedłem do wniosku, że praca typowego inżyniera nie jest dla mnie i wolę pracować w R&D. Zacząłem się rozglądać za ofertami doktoratów i tak trafiłem na ogłoszenie agencji badawczej z Singapuru, która oferuje stypendium SINGA Singapore International Graduate Award pokrywające koszty studiowania i pracy w tym kraju. Największą zaletą tego programu jest możliwość wyboru własnego projektu, realizowanego pod kierunkiem promotora pomocniczego z A*STAR oraz głównego promotora z wybranej uczelni w Singapurze. W moim przypadku jest to dr Mohit Sharma z Institute of Materials Research and Engineering/A*STAR oraz prof. Sridhar Idapalapati z School of Mechanical and Aerospace Engineering należącej do Nanyang Technological University.

A jak by Pan opisał swoje początki zainteresowania się pracą badawczą?

– Studia na UTP zacząłem jesienią 2012 roku na kierunku Inżynieria materiałowa. To, co mnie najbardziej przyciągnęło, to jego interdyscyplinarny charakter z nastawieniem na chemię i zrozumienie materiałów od „środka”, czyli jak ich struktura chemiczna wpływa na ich właściwości obserwowane w makroskali. W tamtym okresie ciężko było o podobny kierunek, gdyż zazwyczaj Inżynieria materiałowa na polskich uczelniach niewiele różniła się od Inżynierii mechanicznej, z zaledwie kilkoma przedmiotami typowo materiałowymi i chemicznymi. Na UTP natomiast jest odwrotnie i uważam, że to jest jego największa zaleta. Badaniami zacząłem się interesować, kiedy dołączyłem do Koła Naukowego Chemików, które ma całkiem długą tradycję. Z całą pewnością był to intensywny czas, w którym nie tylko nauczyłem się naukowych podstaw, jak np. budowania planu badań, ale też wyjeżdżałem na konferencje naukowe w całej Polsce. I to właśnie w kole zdobyłem pierwsze doświadczenia w kompozytach polimerowych, czyli dziedzinie, którą zajmuję się do dzisiaj. Pentryt słynie też z pokazów chemicznych. Moimi ulubionymi doświadczeniami były reakcje oscylacyjne albo chemiluminescencyjne, które mimo, że dość kapryśne i ciężkie do przeprowadzenia na pokazach, są też bardzo widowiskowe. W pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że kołom naukowym brakuje reprezentacji w samorządzie studenckim czy w rozmowach z władzami uczelni, czyli tam, gdzie podejmowane są decyzje np. dotyczące podziału środków na działalność studencką. I tak zostałem członkiem Senatu Uczelni i Prezydium URSS.

Kiedy zrodziła się myśl, by studiować za granicą?

– Kiedy byłem na drugim roku studiów, wyjechałem na Erasmusa do University of Insubria we Włoszech. To było moje pierwsze doświadczenie ze studiowaniem za granicą i wtedy zdałem sobie sprawę, jak ważna jest naukowa mobilność. Współpraca i poznawanie ludzi, którzy mają inne doświadczenia i pomysły nie tylko pozwala na poszerzenie wiedzy, ale też na ciekawsze projekty badań. Później, gdy kończyłem studia na UTP, zauważyłem, że w Polsce praktycznie nie ma żadnej uczelni z odpowiednim sprzętem i doświadczeniem w kompozytach polimerowych i ich technologiach przyrostowych dla przemysłu motoryzacyjnego i lotniczego. I tak zacząłem się przyglądać innym uczelniom w Europie i doszedłem do wniosku, że najlepszą opcją będzie Wielka Brytania. Miałem oferty z University of Sheffield, Imperial College w Londynie oraz właśnie University of Nottingham, który otworzył wtedy Advanced Manufacturing Building, konsolidujący grupy badawcze zajmujące się m. in. rozwijaniem technologii przyrostowych i produkcji materiałów kompozytowych.

Jak się studiuje w Anglii?

– Zdecydowanie jest ogromna różnica pomiędzy studiowaniem w Polsce i Anglii. Przede wszystkim brytyjskie uczelnie mocno konkurują o studentów z całego świata, a nawet, jak w przypadku Nottingham, otwierają kampusy za granicą. To jest po prostu biznes i też są zarządzane jak firmy z miliardowymi przychodami. Kampusy w Wielkiej Brytanii są zazwyczaj skoncentrowane w jednym miejscu w danym mieście i większość studentów, zwłaszcza pierwszego stopnia, mieszka w akademikach. Powoduje to, że sam kampus tętni życiem na okrągło z restauracjami, klubami, centrum sportowym. To praktycznie mała wioska studencka. Co do samego studiowania, to w Nottingham miałem znacznie więcej projektów i esejów do zrobienia w ciągu roku niż w Polsce, gdzie w przeważającej większości jedynie musiałem zdać egzaminy w czasie sesji. Same wykłady są tak przeprowadzane, by przede wszystkim ułatwić zrozumienie problemu i tego, jak można go rozwiązać. Pytania egzaminacyjne dotyczą konkretnej sytuacji i wymagają jej wyjaśnienia na podstawie wiedzy z wykładów. Dużą zaletą jest dawanie studentom wydrukowanych slajdów z wykładów, więc można się skupić na samej treści, a nie na tym, by jedynie zdążyć wszystko przepisać. Tak samo rzecz się ma z egzaminami z poprzednich lat – wraz z odpowiedziami są normalnie dostępne dla studentów. Dużą uwagę przykłada się też do pracy magisterskiej, która w moim przypadku była warta aż 1/3 całych studiów.

Miałem ogromne szczęście trafić do prof. Nicholasa Warriora i razem z moją koleżanką z roku zajmowaliśmy się optymalizowaniem geometrii w elementach skończonych kompozytu przekładkowego z włókna węglowego, który miał być wykorzystany do podwozia samochodu wyścigowego, czyli musiał wykazać się jak największą sztywnością na skręcanie i zginanie, a przy tym być jak najlżejszy. Wybranymi modelami rywalizowaliśmy między sobą, by zaproponować ich sposób produkcji z pre-impregnatów, powszechnie stosowanych w przemyśle motoryzacyjnym. Moje próbki miały trochę gorsze właściwości mechaniczne, ale za to znacznie wyższy współczynnik uzyskanej sztywności do ceny materiału. Był to projekt dla lokalnej firmy i uważam, że właśnie brakuje nam w Polsce takiej wymiany pomiędzy przemysłem a uczelnią. Co prawda, na UTP pojawiają się prace realizowane we współpracy z przemysłem, ale głównie jest to badanie próbek lub implementacja jakiegoś rozwiązania, a nie tworzenie złożonego projektu od zera.

Ukończenie studiów magisterskich w Nottingham z wyróżnieniem to wielki sukces, ale Panu to nie wystarczyło. Celem zawsze był Singapur, choć mógł Pan zostać w Anglii.

– To prawda. Po zdaniu studiów w Nottingham miałem dwie oferty doktoratów: z Singapuru oraz drugą z Uniwersytetu Oksfordzkiego fundowanego z projektu z Europejskiej Rady Nauki. Nie była to łatwa decyzja, gdyż obie oferty były praktycznie wyrównane. W Singapurze pracuję nad własną metodą druku 3D dedykowaną produkcji materiałów kompozytowych z żywicy epoksydowej oraz nanomateriałów jako wzmocnienia. To nie tylko wymaga zabawy z chemią tak, by płynna żywica stwardniała w odpowiednim miejscu i czasie, ale też badań podstawowych z zakresu nanomechaniki. Pozwala to zrozumieć, jak zachowują się np. nanorurki węglowe w czasie pękania materiału. Potrzeba bardzo dużej ilości sprzętu, bo mówimy o badaniu materiałów o średnicy około 7500 razy mniejszej od średnicy ludzkiego włosa. Singapur mocno inwestuje w nanotechnologię i jest jednym z niewielu miejsc na świecie, gdzie można przeprowadzić te badania.

Z drugiej strony Oxford to typowy klasyczny uniwersytet, gdzie mógłbym pracować nad metodą druku 3D z Metal Organic Frameworks. MOFs, to też nanomateriały, ale z małymi kanalikami w środku, przez co mogą być stosowane m.in. do adsorpcji gazów jako nośniki substancji leczniczych czy superkondensatorów. Są to jednak badania podstawowe i zanim trafią one na rynek minie jeszcze sporo czasu. Uznałem więc, że projekt w Singapurze lepiej do mnie pasuje i mogę się tutaj więcej nauczyć i to niekoniecznie rzeczy kojarzonych z inżynierią materiałową, ale tych bardziej praktycznych, jak np. sterowanie ramionami robotycznymi czy programowanie procesów produkcji próbek do badań. Wchodzimy w technologii w tzw. czwartą rewolucję przemysłową, gdzie taka interdyscyplinarność będzie potrzebna i uważam, że NTU może mnie do tego lepiej przygotować. Nie muszę się też przejmować Brexitem, który, jeżeli wejdzie w życie, ograniczy możliwość finansowania nauki ze środków unijnych.

Jak się Panu podoba w Singapurze?

– Singapur to świetne miejsce dla każdego, kto lubi słoneczną i ciepłą pogodę przez cały rok, a temperatury nawet nocą nie spadają poniżej dwudziestu paru stopni. Jest tu mnóstwo możliwości spędzania wolnego czasu, jak Chinatown, Gardens by the bay, Universal Studios, a wszędzie można dotrzeć świetnie działającą komunikacją miejską. Ze względu na swoje położenie Singapur to też baza do zwiedzania Azji i w zaledwie 1-2 godziny można być w Tajlandii, Indonezji czy Wietnamie. Samo lotnisko też ma sporo do zaoferowania, m.in. niedawno otwarty Jewel z 40-metrowym wodospadem w środku. Singapur uwielbia imponować, a to powoduje, że przyjeżdżają tu pracować czy studiować ludzie z całego świata.

Jak się tam studiuje?

– Jak każdy doktorant muszę zdać pewną ilość przedmiotów, zanim będę mógł przystąpić do egzaminu potwierdzenia mojej kandydatury. NTU jest ogromną uczelnią techniczną i oferuje cały szereg różnych przedmiotów, które doktoranci mogą sobie wybierać w zależności od potrzeb ich projektu. Możemy też wybierać i zdawać przedmioty oferowane przez Narodowy Uniwersytet Singapuru w ramach wymiany. Natomiast największą zaletą NTU są świetnie wyposażone laboratoria i dostępność grantów na badania, co zachęca wielu zachodnich profesorów do przeniesienia się do Singapuru czy po prostu współpracy. To powoduje, że często można tutaj mieć zajęcia, czy pójść na seminarium z naukowcami z innych topowych uczelni publikujących w Science czy Nature. W takiej atmosferze po prostu chce się samemu dokonać jakiegoś przełomu.

Jak duże są różnice kulturowe i co dla Pana jest najbardziej uciążliwe – właśnie te różnice czy może bariera językowa, odległość od domu?

- Singapur to bardzo kosmopolityczne miasto, gdzie w jednej chwili można spotkać ludzi różnych kultur i wyznań, także z Europy czy Stanów. Może wydawać się to trudne, ale każdy nauczył się czy przywyknął do tego. Moimi sąsiadami jest z jednej strony rodzina z korzeniami indyjskimi, a z drugiej strony malezyjskimi. Wielokulturowość jest tu wszędzie widoczna. W centrum miasta można zobaczyć budynki z okresu kolonialnego lub te wzniesione przez imigrantów z Indii czy Chin w typowych dla nich stylach. Natomiast wszędzie można się bez problemu porozumieć w języku angielskim i też wszystkie badania i wykłady są prowadzone tylko w tym języku. Singapur nie jest typowym azjatyckim miastem. Jest mocno zamerykanizowanym czy zeuropeizowanym ośrodkiem i stąd zapewnia bardzo wygodny standard życia dla ludzi z Zachodu. Może nie jest to najpopularniejsze miejsce dla eskapad ze względu na dużą odległość – lot do Europy trwa przeszło 12 godzin. Dla mnie odległość nigdy nie była większym problemem, a LOT oferuje bezpośrednie połączenia do Warszawy.

Co mógłby Pan przekazać młodszym kolegom i koleżankom?

– Każdemu obecnemu studentowi z UTP proponuję zainteresować się wymianą czy stażem z programu Erasmus. To może być ten pierwszy krok, by zobaczyć, że warto podróżować, studiować i uczyć się od ludzi z różnych krajów. Jest też mnóstwo ofert stypendiów doktoranckich w całej Europie, które dzięki naszej obecności w UE są otwarte dla absolwentów z Polski. Można też aplikować o stypendium z programu Fullbright, by studiować czy prowadzić badania w USA. Konkurencja jest jednak spora i działalność w kole naukowym, wyjazdy na konferencje mogą pomóc w zdobyciu stypendium. Na UTP jest mnóstwo możliwości i wcale nie gorszych niż w większych ośrodkach w Warszawie czy Krakowie. Trzeba się tylko rozejrzeć i z nich skorzystać.

Dziękuję za rozmowę.

 

rozmawiała: dr inż. Katarzyna Jurek
zdjęcia: archiwum własne


Drukuj