Sztuka bez emocji nie istnieje

Zapis wywiadu z profesorem Edwardem Salińskim z Wydziału Budownictwa, Architektury i Inżynierii Środowiska.

W listopadzie 2019 roku studenci z Koła Naukowego działającego na kierunku Architektura Wnętrz wraz z opiekunem mgr Agnieszką Walther zapoczątkowali w Katedrze Sztuk Wizualnych cykl spotkań pt. „Pogada(wnętrz)ki – czyli pogadanki o sztuce projektowej”. Ich pierwszym gościem był znany i ceniony grafik, a zarazem profesor naszej Alma Mater Edward Saliński. Do rozmowy dołączyli także wykładowcy, absolwenci i studenci Architektury Wnętrz. Oto jej zapis w postaci wywiadu.

Edward Saliński: Na początku sympatycznego spotkania z Państwem parę słów o sobie. Pracę na kierunku Architektura Wnętrz UTP w Bydgoszczy rozpocząłem 1 października 2018 roku. Będąc grafikiem-projektantem znalazłem się w środowisku twórców, nauczycieli akademickich i studentów Architektury Wnętrz. Uważam, że w każdej sytuacji życiowej należy zachowywać się przyzwoicie, dlatego też wchodząc w to nowe miejsce, postanowiłem popatrzeć na siebie i świat jako na zorganizowaną w określonym celu przestrzeń, która jest domeną architektury wnętrz. Do tej pory projektując plakaty, ilustracje czy znaki graficzne, zajmowałem się notacją na płaszczyźnie, a przestrzeń, zarówno ta rzeczywista, jak i iluzyjna, była dla mnie wartością drugorzędną. Pod wpływem nowego miejsca pracy wzbogaciłem swój sposób myślenia o twórczości plastycznej o kategorię „przestrzeń – wnętrze”.

Również zadania dydaktyczne z zakresu projektowania graficznego i komunikacji wizualnej proponowane studentom mają w jakimś zakresie przestrzenny charakter. To jest moja „misja”, z którą po 40 latach pracy na Wydziale Sztuk Pięknych UMK przyjechałem do Bydgoszczy na Uniwersytet Technologiczno-Przyrodniczy.

Czym zajmował się Pan Profesor do tej pory? Co Pan projektował? Co Pan najbardziej lubi projektować?

– Na ścianach wnętrza, w którym się znajdujemy, prezentuję kilkanaście plakatów z różnych okresów mojej działalności projektowej. Dominantą jest więc plakat, ale lubię również projektować struktury graficzne książek z ilustracjami, różnego rodzaju znaki graficzne oraz – w mniejszym zakresie – opakowania.

Gdzie możemy zobaczyć Pańskie projekty na żywo? Np. słynny już wafelek „Teatralny”.

– W każdym sklepie ze słodyczami. Oczywiście przesadzam – w Toruniu na pewno. To opakowanie, które istnieje w prawie niezmienionej formie już 35 lat, jest dla mnie samego zaskoczeniem. W świecie komercji i konsumpcji zmiany opakowań następują bardzo szybko i bezlitośnie. „Teatralny” wciąż trwa.

Projektował Pan też inne, bardziej skomplikowane opracowania dotyczące wzmocnienia marki, firmy – mam na myśli nowe logo i cały system identyfikacji wizualnej UMK w Toruniu?

– Było to zadanie niezwykle trudne, złożone oraz kompleksowe. Pracowaliśmy nad nim w pięcioosobowym zespole. Uważam, że ten wdrożony (nie bez trudności) projekt przyczynił się do opanowania chaosu i bałaganu informacyjno-promocyjnego w tej uczelni.

Prezentuje Pan tutaj dużo pięknych i różnorodnych plakatów. Czy z którymś z nich wiąże się jakaś wyjątkowa historia?

– Oczywiście! I jest to długa historia. Na wystawie macie Państwo 3 plakaty powstałe w różnym czasie, dotyczące Festiwalu Teatrów Jednego Aktora, który odbywa się w Toruniu od 1976 roku, z małymi przerwami. Poza jednym wszystkie plakaty tej imprezy są mojego autorstwa. Ma to dobre i złe strony. O złych nie będę mówił, dobre zaś to niezwykle rozwijająca konieczność spojrzenia na ten festiwal po wielekroć kreatywnie. Mogę bez przesady powiedzieć, iż jestem autorem niejednego plakatu dla Festiwalu Teatrów Jednego Aktora. I to jest ta wyjątkowa historia.

W zeszłym roku akademickim prowadził Pan zajęcia ze studentami, podczas których powstały plakaty dotyczące obchodów Międzynarodowego Dnia Ziemi oraz ochrony praw zwierząt. Czy może Pan powiedzieć coś więcej o tym projekcie. Jak się pracowało ze studentami? Skąd wyszły pomysły?

– W maju tego roku w holu głównym UTP prezentowaliśmy 50 plakatów, które powstały w myśl naszego protestu, manifestacji przeciw ekologicznemu niszczeniu, a w konsekwencji zagrożeniu życia biologicznego na naszej planecie. Obchodzony w tym roku 49. Międzynarodowy Dzień Ziemi sprowokował nas i studentów z Koła Naukowego Architektów Wnętrz „Awokado” (i nie tylko) do realizacji kilkudziesięciu plakatów. „Ciemna Strona Ziemi” to nazwa własna naszego bydgoskiego wydarzenia. Tematem przewodnim tych projektów było ogólne zagrożenie życia na Ziemi oraz dodatkowy wątek tematyczny, w którym studenci wyrazili protest przeciwko zabijaniu zwierząt. Powstały interesujące ideowo i graficznie komunikaty, które z pewnością zwracały uwagę odbiorców poprzez swoją siłę wizualną.

W roku 2020 obchodzić będziemy 50. rocznicę proklamowania przez ONZ obchodów Międzynarodowego Dnia Ziemi. Z tej okazji w Zakładzie Sztuk Wizualnych Wydziału Budownictwa, Architektury i Inżynierii Środowiska postanowiliśmy po raz kolejny wyrazić nasz niepokój o losy Ziemi i proponujemy tym razem konkurs plastyczny w wielu kategoriach, a więc nie tylko plakatu. „Drzewo=Życie” – to obowiązujące hasło każdej pracy konkursowej. Regulamin dostępny będzie na naszej stronie internetowej (www.aw.utp.edu.pl) i mediach społecznościowych.

Jak kierunek Architektura Wnętrz zmienił Pańską twórczość?

– To bardzo interesujące pytanie. Chcąc jak najbardziej włączyć się w charakter tych studiów, staram się myśleć i działać twórczo, bardziej racjonalnie, jednak z porządnym ładunkiem emocji! Bez emocji sztuka nie istnieje! Przestrzeń czy iluzja przestrzeni w kreacji na płaszczyźnie interesują mnie coraz bardziej. Te zainteresowania z pewnością przyczynią się wkrótce do wzbogacenia mojej twórczości.

Rozmawiamy o różnych aspektach Pańskiej pracy zawodowej, ale widać Pana również na Facebooku. Jest Pan aktywnym komentatorem, ilustratorem w relacjach rodzinnych, a także społecznych.

– Na tym etapie życia, i ku mojemu zdziwieniu, zauważyłem coraz większą lubość do ilustracji. Właśnie w mediach społecznościowych umieszczam tzw. laurki urodzinowe lub imieninowe dla moich bardzo bliskich lub mniej bliskich. Lubię udostępniać małe formy ilustracyjne w tzw. serii „Ze szkicownika tetryka”, w których staram się być złośliwy, komentując polskie wydarzenia społeczno-polityczne.

Czy w dzisiejszym skomputeryzowanym świecie, projektując np. druki, wraca Pan do klasycznych technik wykonawczych? Może w przekonaniu, że ten właśnie bezpośredni zapis manualny gestu jest bardziej świeży i ludzki?

– W przypadku plakatu, ale nie tylko, pierwotnym jest pomysł – jak ideę, treść przenieść na graficzny, syntetyczny znak, którego cechą będzie niebanalność, może dowcip, a z pewnością wizualna kreacja. Zaczynam od klasycznego rysowania w szkicowniku. Poszukuję wielu alternatywnych pomysłów. Rysuję piórem małe projekty wstępne; ich wielkość zmusza mnie do syntetycznego myślenia, odrzucania nadmiaru symboli w myśl świętej zasady „im mniej, tym więcej”. Dalszy etap realizacji to praktyczne sprawdzanie czytelności idei i przenoszenie do narzędzia, jakim jest komputer, w którym dopracowuję projekt i przygotowuję go do druku.

Czy czerpie Pan jakieś inspiracje? Jeśli tak, to skąd one pochodzą?

– Jak wielu twórców mógłbym banalnie odpowiedzieć – z natury. Odpowiadam więc niebanalnie – z natury. Grafik – projektant często uprawia tzw. „dziennikarstwo graficzne”, w którym opowiada wizualnie o różnych zdarzeniach. Wtedy inspiracji szukam w telewizji, Internecie, codziennych wydarzeniach społeczno-politycznych, w które jestem z własnej woli uwikłany.

Chciałbym zapytać o projektowanie zespołowe. W dużym projekcie SIW UMK nadzorował Pan pracę zespołu grafików–projektantów. Czy jest to trudne zadanie?

– Pracowaliśmy w zespole pięcioosobowym, wspaniali graficy, wyjątkowe indywidualności z dużym dorobkiem twórczym. Połączyła nas wspólna idea poszukiwania identyfikacji i porządku w przestrzeni informacyjno-promocyjnej toruńskiego uniwersytetu. Przyjęliśmy wszyscy precyzyjnie określone warunki, w których konieczny jest „kompromis twórczy”. Każdy otrzymał konkretny przydział pracy i w trakcie dyskusyjnych spotkań z prezentacjami udało się bezkonfliktowo doprowadzić dzieło do końca.

Zmieniłby Pan coś w znakach graficznych UTP?

– Proszę się nie dziwić, że jestem wyczulony na tego rodzaju komunikaty wizualne. Gdy znalazłem się na UTP, to pierwsze, co zrobiłem, to sprawdziłem, jak tutaj wyglądają znaki identyfikacyjne wydziałów i główne logo UTP. Delikatnie mówiąc, nie znalazłem jakiejkolwiek myśli projektowej scalającej te znaki zarówno ideowo, jak i graficznie. Stylistycznie każda forma jest inna, ale dość tej krytyki. Chciałbym tutaj jeszcze trochę popracować (śmiech).






Drukuj