Jestem „zmęczeniowcem”

Rozmowa z dr inż. Angelą Andrzejewską z Katedry Podstaw Konstrukcji Maszyn i Inżynierii Biomedycznej Wydziału Inżynierii Mechanicznej.

 Zdobyła Pani tytuł naukowy stosunkowo niedawno, bo latem 2019 roku. Czy Pani zdaniem nauka wymaga poświęceń?

– Nauka od każdego wymaga dużo uwagi. Naukowiec pracuje cały czas. Niekiedy trzeba zrezygnować z urlopu, bo na przykład są już zaplanowane badania, których nie można przełożyć, zwłaszcza w mojej dziedzinie. Zajmuję się badaniami mechanicznymi polimerów po degradacji, więc jeśli mam zaplanowany cykl badawczy, to musi się odbyć, nawet jeśli wypada to w święta. Tego wymaga rzetelność badań.

Ale czy można oddzielić „życie naukowe” od tego „pozanaukowego”?

– W ubiegłym roku pełniłam funkcję wiceprzewodniczącej Krajowej Reprezentacji Doktorantów. Łączyłam działalność na rzecz środowiska doktorantów z pracą na uczelni. Owszem, czasami chciałoby się popracować trochę więcej naukowo, ale trzeba było jechać na kolejne spotkanie. Z mojej perspektywy można to jednak wszystko połączyć.

Dlaczego zaangażowała się Pani w prace tego zespołu?

– Zawsze miałam duszę społecznika. W samorządach zaczęłam działać już w gimnazjum. Uczestniczyłam w pracach zespołu, który powoływał Młodzieżową Radę Miasta Bydgoszczy. Z tamtego czasu zostało mi angażowanie się w prace samorządu, najpierw wydziałowego, później na szczeblu uczelnianym i wreszcie doktorantów. W swojej karierze miałam okazję również działać w Porozumieniu Doktorantów Uczelni Technicznych i reprezentować tam interesy ogółu doktorantów.

Czy kobiety chętniej udzielają się społecznie?

– Kobiety są w stanie robić kilka rzeczy jednocześnie. Poza pracą naukową potrafimy się zaangażować w działania społeczne i świetnie sobie z tym radzić.

Obalmy więc parę mitów związanych ze stereotypowym myśleniem. Badanie mechaniczne polimerów biodegradowalnych wydaje się być domeną bardziej męską. Skąd zainteresowanie taką tematyką u Pani?

– Gdy na Wydziale Inżynierii Mechanicznej pojawił się kierunek inżynieria biomedyczna, wielu wykładowców zwracało uwagę, że pierwszy raz na tym wydziale jest tyle kobiet. Zaczynałam od telemedycyny, ale to obecny rektor zainteresował mnie badaniami, które teraz prowadzę. Profesor Tomasz Topoliński był promotorem mojej pracy inżynierskiej, magisterskiej i później doktoratu. Zaszczepił we mnie pasję do badań mechanicznych, zwłaszcza tych zmęczeniowych. W pracy laboratoryjnej, w przeciwieństwie do pracy wyłącznie przy komputerze, jest jednak szansa odkrycia czegoś nowego, wykonania fizycznej pracy przy próbkach. Badania na maszynach wytrzymałościowych są w mojej ocenie fascynujące.

Dlaczego zdecydowała się Pani na karierę naukową?

– Chyba trochę przez przypadek. Zwykle w dziecięcych marzeniach zawodowych wymienia się profesję lekarza, prawnika. Zawód naukowiec to rzadkość. O tym się nie mówi na etapie wczesnych rozmyślań o przyszłości. Osobiście zawsze chciałam pracować w jakiejś firmie badawczo-rozwojowej. Gdy zaczęłam pracować nad doktoratem, to zajęłam się stricte nauką, badaniami podstawowymi. Należy jednak pamiętać, że te badania też są potrzebne w przemyśle, więc w sumie robię to, co chciałam.

Czy kobiecie jest trudniej robić karierę naukową, zwłaszcza na uczelni technicznej? Badania wskazują, że kobiet naukowców jest mniej.

– Badania pokazują też, że jest większy współczynnik kobiet, które osiągają stopień doktora niż mężczyzn, ale często kończą one karierę na tym etapie. Pewnie wynika to z obowiązków rodzinnych lub z innych czynników zewnętrznych. Świat naukowy jest jednak światem trochę bardziej męskim. Ostatnio czytałam raport, że rektorami wyższych uczelni są głównie mężczyźni, kobiety rzadko piastują to stanowisko. Ma to związek z pewną tradycją i myśleniem, że profesor to mężczyzna i on powinien rządzić.

Jakie cechy powinien mieć współczesny młody naukowiec?

– Z jednej strony, patrząc na kryteria ewaluacji, powinien być osobą, która ciągle pisze publikacje do renomowanych, dobrze punktowanych czasopism. Według mnie młody naukowiec nie może tylko siedzieć w laboratorium. Musi również umieć promować i popularyzować naukę. Brać aktywny udział w targach, konferencjach nie tylko dotyczących jego „działki”, ale też obserwować, czym zajmują się inni. Powinna go cechować ciekawość innych dyscyplin. Przebywanie w środowisku doktorantów, w Krajowej Reprezentacji Doktorantów, pozwoliło mi zrozumieć wagę badań w innych dziedzinach. Popełniamy błąd, uznając, że to, co my robimy, jest najważniejsze. Trzeba otworzyć się na innych, bo to także może przełożyć się na nasze życie i poszukiwania naukowe.

Co Panią zaciekawiło ostatnio w pracy innych naukowców?

– Podoba mi się to, co dzieje się w naukach humanistycznych i społecznych, badanie zjawisk społecznych, gdzie bardzo dużo mówi się o równości płci czy związkach partnerskich. Sprawdza się wpływ rozmaitych zachowań na życie społeczne. Ktoś może zadać pytanie, po co to robić, ale skoro istnieją takie zjawiska w społeczeństwie, to trzeba wiedzieć, jak to wpływa na nasze życie i jakie będą skutki za kilka lat.

A jakie skutki będą mieć Pani badania?

– Zajmuję się przede wszystkim możliwościami wspomagania regeneracji tkanek, ale pod względem inżynierskim. Dajemy podstawy do stworzenia rusztowania (mikrosiateczki) pod komórki kostne za pomocą druku 3D, który bardzo mocno wkracza do nauki. Powstają rusztowania albo gotowe implanty, które możemy wszczepić pacjentowi, np. w miejsce ubytku kości albo tkanek. Obecnie bardzo daleko posunięte są prace nad rekonstrukcją ucha, ponieważ chrząstkę można od razu wydrukować specjalną metodą z płynu. Czasem też na skutek chorób nowotworowych zachodzi konieczność usuwania bardzo dużych fragmentów kości żuchwy i żeby ją odtworzyć, przydają się metody inżynierskie

Prowadzi Pani badania zmęczeniowe, na czym one polegają?

– Stosujemy coraz nowsze materiały do druku 3D i aby je wykorzystać, musimy znać ich właściwości mechaniczne, po to by sprawdzić, jak dany materiał zastosowany we wspomnianej żuchwie zachowa się podczas ruchu, np. żucia. Nie podlega obciążeniom stałym, tylko cyklicznym, czyli obciążeniom zmęczeniowym. Sprawdzamy więc, w jaki sposób ten nowy materiał będzie zachowywał się w warunkach pracy, czy będzie wystarczająco wytrzymały.

Jak się wybiera materiał do badań?

– Pracujemy na materiałach biodegradowalnych, bo zależy nam na tym, aby to ciało obce w postaci syntetycznego materiału polimerowego po jakimś czasie zostało usunięte z organizmu, a żywa tkanka mogła się na nim odbudować. Badamy różnego rodzaju materiały pozyskiwane z naturalnych surowców, np. polikwas mlekowy. Otrzymuje się go z kukurydzy, skrobi. Pod wpływem wody ma on skłonność do rozpadu i może być wydalony z organizmu. W jego miejscu wyrasta kość. Jest wiele materiałów naturalnych, syntetycznych, biodegradowalnych, które można wykorzystać. Ponieważ wywodzę się z „zespołu zmęczeniowców”, to badam je pod kątem zmęczenia.

Jak sobie Pani wyobraża siebie za kilkanaście lat w tej dziedzinie? Co może się wydarzyć w oparciu o prowadzone badania?

– Chciałabym, żeby przede wszystkim zostały wdrożone pewne procedury lecznicze z zastosowaniem druku 3D, które dopuszczałyby go do użytku. Niektóre badania prowadzone są eksperymentalnie. Znając szereg właściwości materiałowych, będziemy mogli w przyszłości współpracować z lekarzami określonych specjalizacji z gwarancją, że materiał, którego używamy jest w 100% dobry i nie zagraża pacjentowi.

Ile lat może to zająć? W czym tkwi problem w kwestiach formalnych czy technicznych?

– Sama procedura druku 3D jest wciąż rozwijana, przy niewłaściwych parametrach może być potencjalnie niebezpieczna. Czasem pod konkretnego pacjenta należy wprowadzić modyfikacje geometrii czy innych parametrów, aby stworzyć spersonalizowane rozwiązanie. Inna sprawa, że lekarze też muszą się otworzyć na nowości. Na dodatek wdrożenie usługi na bazie naszych badań jest bardzo kosztowne. A chodzi o to, aby ten produkt był dostępny nie tylko komercyjnie – za duże pieniądze, ale by mogli z niego korzystać wszyscy, którzy tego potrzebują.

Co Pani daje motywację do działania?

– Każdy dzień jest inny. Lubię szukać rozwiązań w zadaniach czy projektach. Czasem wymaga to przebrnięcia przez mnóstwo literatury, ale ja muszę dotrzeć do sedna sprawy. Nakręca mnie ciekawość świata, to że ciągle jest coś do odkrycia. Nawet w warunkach domowych. Bardzo lubię eksperymentować w kuchni. Gdy znajdę nowy produkt w sklepie, zastanawiam się, jaki można przeprowadzić z nim eksperyment.

Smaczne są te eksperymenty?

– Zdarzają się niedociągnięcia, ale raczej mi się udaje. Eksperymentowanie to moja druga natura.

Ta ciekawość też ciągnie Panią w góry?

– To mój sposób na oczyszczenie umysłu. Wspinając się – czy to w górach, czy na ściance – trzeba skupić się na tu i teraz, aby nie spaść. Odcinam się od zewnętrznego świata. Jednak ta nieustająca ciekawość świata sprawia, że jestem osobą, która musi coś robić, być w ciągłym ruchu. Na uczelni także mam wiele obowiązków i czasami brakuje mi chwili oddechu. Z drugiej strony jednak, jak zbyt długo siedzę bezczynnie, to zaczynam się nudzić. Ale lubię też uczucie zmęczenia pomieszane z satysfakcją, gdy uda mi się osiągnąć zaplanowane wyniki.

Bo każdego dopada „zmęczenie materiału”.

– Właśnie. Nadrabiam więc i zaraz wybieram się na urlop.

Dziękuję za rozmowę.

rozmawiała: Ewa Lewandowska
zdjęcia: Ryszard Wszołek


Drukuj