Patrzenie w przyszłość jest decydujące

Rozmowa z Łukaszem Cejrowskim, absolwentem Wydziału Inżynierii Mechanicznej UTP, (rocznik 2006) – szefem projektu budowy największych śmigieł do elektrowni wiatrowych na świecie. Egzemplarz wyprodukowany w Cherbourgu ma długość 107 metrów.

Jak wyglądała ścieżka zawodowa od studenta do konstruktora w międzynarodowej firmie?
– Jest ważne, aby już podczas studiów poznawać różne obszary techniki i znaleźć coś, co nas motywuje i nada kierunek rozwojowi osobistemu na kolejne lata. Nie mam na myśli tylko kierunku studiów. W moim przypadku zainteresowanie odnawialnymi źródłami energii zaczęło się właśnie na studiach, w czym dużą rolę odegrał prof. Józef Flizikowski; istotne dla mnie znaczenie miał także udział w inicjatywach promowanych przez dr. Adama Mrozińskiego na Wydziale Inżynierii Mechanicznej UTP. Energia i innowacje energetyczne niosą pozytywny potencjał nie tylko ekonomiczny; są również dużą szansą rozwoju dla inżynierów, przedsiębiorców oraz społeczeństwa. Dlatego postanowiłem się tym zająć. Energia wiatrowa i fotowoltaiczna w zakresie generacji energii elektrycznej mają do zaoferowania dziś wiele nie tylko z punktu widzenia ekonomicznego, ale przede wszystkim są przyjazne środowisku. Wciąż jednak poszukuje się nowych form rozwoju oraz innowacji, które pozwoliłyby na kolejną decentralizację i dostarczanie energii nie tylko do indywidualnych odbiorców, ale również dla przemysłu. To jest wyzwanie, aby generować energię bez niszczenia naszej planety.

Ale to był dopiero pomysł na życie, początek drogi.
– Motywowała mnie chęć rozwoju. Dlatego stypendium, które dostawałem na uczelni, wydawałem na prywatną naukę języków.

Iloma językami obcymi dziś Pan włada?
– Biegle posługuję się trzema: angielskim, niemieckim, holenderskim. Uczę się hiszpańskiego i francuskiego. To trochę moje hobby i sposob na wypełnienie czasu spędzonego szczególnie podczas podróży służbowych. Jeśli chcemy zrobić coś więcej, angielski dzisiaj jest podstawą, wymogiem światowym. Tak jak wspominałem, stypendium, które dostawałem na uniwersytecie, wydawałem na naukę angielskiego. Dwa razy w tygodniu dojeżdżałem do szkoły, żeby szlifować język. Tego typu inwestycje procentują. Dobre wyniki napędzają też do dalszego działania.

Ale to nie wystarcza…
– Sześć ostatnich miesięcy studiów spędziłem na Uniwersytecie w Paderborn. Tam mogłem zebrać więcej informacji na temat energetyki wiatrowej. Po skończeniu studiów pracowałem w stosunkowo małej firmie zajmującej się energetyką wiatrową. W 2007 roku aplikowałem do mojego obecnego pracodawcy, firmy LM Wind Power, która jest częścią korporacji General Electric. Zacząłem jako projektant, potem kierownik projektów, teraz jestem dyrektorem projektów i koordynuję pracę kilku lub kilkunastu projektów, które mają wspólne cele. Jest to niesamowite wyzwanie, także pod względem organizacyjnym. Wielu menadżerów pracuje w różnych krajach, więc uzgodnienia odbywają się dzięki wykorzystaniu technologii telekomunikacyjnych. Ja razem z rodziną mieszkam w Holandii.

Czego nam brakuje, że niektórzy naukowcy nie zostają w Polsce, wolą projektować czy konstruować za granicą?
– Ja tego tak nie postrzegam. Wręcz przeciwnie. Dzięki temu, że chcemy się rozwijać, mamy ogromne szanse, aby wyjeżdżać i realizować duże przedsięwzięcia bez ograniczeń lokalnych. Dzisiejsze problemy mają wymiar globalny, więc nie da się ich rozwiązywać lokalnie. Na przykład kwestie efektu cieplarnianego nie dotyczą tylko Polski, a całego świata. Młodzi, ambitni absolwenci z pomysłami powinni zbierać jak najwięcej doświadczeń, wyjeżdżać za granicę, sprawdzać się w różnych obszarach. I później wybrać swoją ścieżkę, rozwijać się w istniejących organizacjach, zakładać własne biznesy, promować rozwiązania, które tworzą. Czasami ludzie spełniają się w realizowaniu własnej wizji. Nie wszyscy muszą też zostać przedsiębiorcami. Ważne, żeby się rozwijać i wówczas jest szansa na sukces.

Który rodzaj energii z odnawialnych źródeł jest bardziej ekonomiczny i ekologiczny?
– To zależy od regionu. OZE mogą funkcjonować w kogeneracji. Na Saharze bardziej efektywne byłyby panele fotowoltaiczne, natomiast w Europie Północnej zdecydowanie morska energetyka wiatrowa. Trzeba zawsze rozważyć koszty ekonomiczne i środowiskowe. Ta ostatnia kwestia jest często pomijana, ponieważ obecnie zwykle patrzenie jest krótkoterminowe – na zysk kwartalny czy roczny, a korzyści długoterminowe są pomijane.

Czy na Morzu Bałtyckim wieją przychylne wiatry?
– Tak, u nas na wybrzeżu są sprzyjające. Rozwiązania techniczne, które funkcjonują obecnie na rynku, można z łatwością zaaplikować na Bałtyku. To pozwoliłoby nam dodać morską energetykę wiatrową do całego miksu energetycznego. To jest ważny krok w kierunku dywersyfikacji źródeł energii. Przy obecnej technologii nowoczesne turbiny wiatrowe dają 12 megawatów nominalnej mocy przy optymalnej prędkości wiatru. To jest ilość energii potrzebna do zasilenia 16 tysięcy gospodarstw domowych. Farmy wiatrowe są na poziomie 500,1000 i więcej megawatów, czyli potrzeba 50, 100 turbin. Stworzenie takich farm jest uzasadnione i może być wyzwaniem dla nauki i szansą dla firm, które chcą działać w dziedzinie OZE.

Na czym konkretnie polegała Pana rola przy stworzeniu śmigła?
– Najogólniej to koordynacja zespołów projektowych. Cały proces odbywa się w kilku etapach. Po zamknięciu etapu koncepcyjnego i ustaleniu parametrów produktu następuje faza projektowa – uzgodnienia z projektantami, technologami. Trzeba wypracować cały plan projektowania szczegółowego, dokonać obliczeń wytrzymałościowych, zaprojektować i dostarczyć, a potem zainstalować linie produkcyjne. Następna faza to okres implementacji oraz budowy prototypu i testowania. Śmigła testowane będą w laboratoriach w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii. Turbiny operują przez 25 i więcej lat. Próby trwają 12 miesięcy podczas obciążeń ekstremalnych i zmęczeniowych.

Czy są plany wykonania jeszcze większych turbin wiatrowych, szczególnie śmigieł?
– Większe śmigła dzięki obecnym technologiom są zdecydowanie możliwe do wykonania, ale taka konstrukcja musi mieć uzasadnienie ekonomiczne, musi być potrzeba wdrożenia globalnego.

Czy uczelnia przygotowuje do pracy w takim zespole?
– Tak, takie możliwości były już 10 lat temu. Naturalnie trzeba było znać język i mieć odpowiednie wyniki na studiach. Dziś szanse są jeszcze większe. I Polacy je wykorzystują, bo przecież spotykamy się przy różnych międzynarodowych projektach. UTP jest jedną z wiodących uczelni w kraju i stwarza fantastyczne możliwości. Jak zainwestujemy w czas, jesteśmy ambitni i chcemy ciężko pracować, to możemy naprawdę wiele osiągnąć. Patrzenie w przyszłość jest bardzo ważne, wręcz decydujące.

Dziękuję za rozmowę.

rozmawiała: Ewa Lewandowska
zdjęcia: Ryszard Wszołek, nadesłane


Drukuj