Jestem

Opowieść o dr hab. Katarzynie Tretyn-Zečević,
kierowniku katedry Architektury Wnętrz.
Umówiłam się na wywiad.
Jednak po zadaniu pierwszego pytania wiedziałam,
że powinnam wsłuchać się w opowieść.
Dawno nie poznałam tak energetycznej osoby.
Jej entuzjazm jest zaraźliwy,
a zainteresowanie kosmosem nietypowe,
bo w ujęciu artystycznym.

Bo Katarzyna po prostu jest...

 

Czy zawsze chciałaś być tym, kim jesteś?

– Gosiu, zadałaś mi bardzo trudne pytanie (śmiech). Czy zawsze chciałam być tym, kim jestem? Myślę, że to pytanie dręczy tak wiele osób. Nie wiem, czy sama ukształtowałam to, kim teraz jestem, czy, tak naprawdę, życie mnie ukształtowało. W jakimś sensie wszystko na nas wpływa – to, co mijamy po drodze i kogo spotykamy na naszej drodze. Na pewno zawsze chciałam być nauczycielem akademickim. Kocham kontakt z ludźmi, kocham studentów. Mam nadzieję, że z wzajemnością, ale z tego, co widzę i co przeżywamy wspólnie – raczej tak jest. Sztuka zawsze była najważniejszym elementem mojego życia. Pierwszy kontakt z twórczością artystyczną miałam dzięki Mamie, która pracuje w Muzeum Ziemi Kujawskiej i Dobrzyńskiej we Włocławku. Gdy byłam dzieckiem zabierała mnie na wszystkie wernisaże – chłonęłam sztukę całą sobą. Biegałam też po skansenie w Kłóbce, dorastałam obserwując, jak się rozrasta i rozbudowuje. Pamiętam też, że nawet oprowadzałam zwiedzających. Nie narzucałam się, ale jak ktoś wszedł do budynku, to potrafiłam z pasją opowiadać o jego historii. Byłam ciekawa dosłownie wszystkiego – od sztuki ludowej po współczesną. Po prostu żyłam zawsze i wszędzie pomiędzy dziełami sztuki. Ich obserwacja stała się dla mnie inspiracją do podjęcia własnej twórczości. Sztuka zupełnie naturalnie weszła w moje życie. Oczywiście na początku były to rysunki syrenek i księżniczek (śmiech). Potem zdałam na studia na Wydział Sztuk Pięknych UMK w Toruniu. Dostałam się na malarstwo. To było dla mnie piękne doznanie i wielka przygoda, bo nie kończyłam liceum plastycznego. Bardzo ciężko pracowałam na to, żeby dostać się na te studia. Tam uczyłam się „czystego” malarstwa, moją ulubioną techniką było malarstwo olejne i najchętniej w tej technice pracowałam. Uwielbiałam Malczewskiego – to ogromny kontrast do moich obecnych prac. Ta „miłość” jest tak wielka, że jeśli tylko mam okazję być w Poznaniu to odwiedzam Muzeum Narodowe i kieruję swoje kroki do sali, gdzie wiszą jego dzieła. Oprócz niego, w moim sercu jest też miejsce dla Malewicza. Sama pracuję w nurcie abstrakcji i ten rodzaj sztuki daje mi totalny spokój. Zauważyłaś to zresztą.

Tak, Twoje prace są, według mnie, minimalistyczne, proste w formie i monochromatyczne.

– Właśnie w ten sposób szukam ciszy i spokoju, które odzwierciedlam za pomocą używanej kolorystyki (biel i srebro), ale również prostoty kompozycji. To na studiach odkryłam, że malarstwo olejne jest dla mnie „za ciężkie”. Chciałam zrobić coś tak delikatnego, czego nie potrafiłam osiągnąć pędzlem. Wszystko było dla mnie zbyt gęste i intensywne, więc zaczęłam stosować tkaniny. Tworzyłam rysunki i prace malarskie z koronek, z aksamitów, atłasów. Tkanina jakby weszła naturalnie w moje życie. Jednak tuż przed doktoratem wdarł się – na chwilę – w moje życie wielki chaos. Zastanawiałam się, co jest najważniejsze w mojej twórczości. I doszłam do wniosku, że są to czyste emocje. Zaczęłam więc się zastanawiać, jak materialnie pokazać coś, czego nie widać. Uznałam, że symbolicznym odzwierciedleniem jest nić, która do tej pory tylko spajała elementy kompozycji. W ten sposób nić stała się podstawowym budulcem moich prac i jest nim aż do dzisiaj. Jest też „łącznikiem” pomiędzy tym, co dawne a tym, co nowoczesne. Haft kojarzy się często z damami, które zajmowały się tą szlachetną sztuką zdobienia tkanin. Ale nić to też Arachne, która przędła swój własny los, swoje życie. Jest też symbolem prawdy, która nie zawsze jest wygodna. Możemy przez nią cierpieć, lecz jest bardzo istotna w naszym życiu. Z tego powodu nić urosła w moim życiu do rangi podstawowego budulca moich prac, moich kompozycji. A biel? Biel pojawiła się z powodu tej czystości. Na niej zawsze można coś zbudować. Biel jest też monumentalnym milczeniem, ale nie takim, które przytłacza. Jest raczej ciszą, którą zawsze możemy wypełnić uczuciem, emocją. I tak też w swojej twórczości starałam się połączyć świat materialny i duchowy. Kompozycja, którą stosuję to przede wszystkim koło, kwadrat czy sześcian – zawsze zamknięta forma, zależna od formy wypowiedzi. A dlaczego koło? Koło podyktowane jest tu wieloma względami – jako forma idealna, ale też jako obszar, którego centrum stanowi człowiek. Obracając się wokół własnej osi zawsze wyznaczamy krąg, który jest strefą naszych obserwacji. Badając świat wokół nas – badamy tak naprawdę siebie. Poszukujemy informacji o człowieku poprzez pryzmat zbioru informacji o otaczającym nas świecie, dochodząc do źródeł naszego istnienia – początku Wszechświata. Tak pojawiła się w mojej twórczości nauka, a wraz z nią zupełnie naturalnie Kosmos – poszukiwany od dawna ład. Dzięki niemu poznałam też wspaniałych ludzi. Obserwatorium astronomiczne w Piwnicach to dla mnie miejsce przepięknych wrażeń i emocji. Dzięki dr. Pawłowi Wolakowi powstała w 2017 r. jedna z moich ulubionych wystaw „Dzień, którego nie było”. Nawiązywała do tzw. „dnia, kiedy nie było wczoraj”, czyli momentu sprzed Wielkiego Wybuchu, kiedy to nie było jeszcze niczego – dnia, nocy, czasu. Staram się w swojej twórczości przełożyć język nauki na język sztuki, szukam estetyki tam, gdzie inni być może jej nie dostrzegają. To była kwintesencja tego wszystkiego, co chciałam pokazać. Wystawa opierała się na historii sondy Voyager, która niosła ze sobą w Kosmos płytę (Voyager Golden Record), m.in. z odgłosami życia naszej planety oraz pozdrowieniami od przedstawicieli Ziemi, wypowiadanych w różnych językach świata. Pozdrowienia skierowane były do pozaziemskich istot, jeśli takowe miałyby istnieć. Słuchając tych dźwięków doszłam do wniosku, że nie wyrażają one prawdy o człowieku jako jednostce, nie wyrażają osobowości, mojej osobowości. Przede wszystkim stwierdziłam, że o istocie istnienia mówi jedno słowo – „jestem”. Wówczas zrodził się pomysł projektu pod tym samym tytułem. Zaprosiłam do niego internautów z całego świata. Ich zadaniem było nagranie i wysłanie do mnie tego słowa wypowiedzianego z takimi odczuciami, jakie aktualnie dana osoba przeżywała i chciała wyrazić. Projekt wyszedł przepięknie. Nagrania wybrzmiewały to krzykiem, to szeptem, pełne emocji i chęci wyrażenia stosunku do siebie i świata. Nie sądziłam, że ten projekt może dać tak wiele mi, a przede wszystkim, autorom słów. Otworzyło mnie to na wiele problemów. Ja sama nie nagrałam się do tego projektu. Swoje „jestem” wypowiedziałam dopiero przy jego drugiej edycji, która rozpoczęła się podczas izolacji spowodowanej COVID-19 i trwa do dziś.

Wracając jednak do wystawy „Dzień, którego nie było” moje pole twórcze zaczęło się poszerzać o nowe techniki artystycznego przekazu. Pojawiła się np. pozytywka na taśmę perforowaną. „Melodię” stworzyła taśma wykorzystana w przeszłości do programowania pierwszych komputerów w Obserwatorium Astronomicznym w Piwnicach. „Dotykałam” wtedy czegoś niesamowitego.

Dzisiaj, patrząc na swoje prace, zmieniłabym prawie wszystko, ale to jest u mnie naturalne. Każde moje kolejne dzieło jest jakby powiązane z tym wcześniejszym. Staram się dążyć do doskonałości. Wiem jednak, że ona nigdy nie nastąpi. I dobrze, bo może wtedy przestałabym tworzyć. Aktualnie pracuję nad cyklem dotyczącym zależności pomiędzy planetami w układzie słonecznym. Łączę trajektorie wybranych planet w stosunku do Ziemi za pomocą linii, otrzymując w ten sposób przepiękne wzory.

A jak odnajdujesz się w obecnej sytuacji? Skąd pomysł na projekt „Zaraź się uśmiechem”?

– Znamy się i wiesz, że staram się myśleć pozytywnie. Uwielbiam po prostu zarażać dobrą energią. W pierwszym etapie izolacji pisało do mnie mnóstwo studentów, wystraszonych i niepewnych. Pytali mnie, co to będzie? Rozmawialiśmy bardzo dużo na portalach społecznościowych i telefonicznie. Pojawiało się wiele emocji i lęków. I właśnie ten strach zbudował we mnie potrzebę pomocy. Studenci dawali mi siłę i energię przez cały rok akademicki. Pomyślałam więc, że czas im się odwdzięczyć. Pewnie widziałaś prezent, który od nich dostałam, komiks pokazujący całą mnie – z moimi wadami i zaletami. Ten rysunek z tekstem „Chcesz przytulaska?” – to autentyk. I właśnie teraz staram się oddać im tę pozytywną energię. Dzięki studentom świetnie odnalazłam się na uczelni. Po prostu lubię tę pracę, lubię tu być. Otaczają mnie wspaniali ludzie i jestem wdzięczna, że mogę tu pracować. Te działania są jednak bardziej prywatne i osobiste.
Sam projekt „Zaraź się uśmiechem” jest efektem burzy mózgów w naszej katedrze, ja dałam pomysł na pozytywne działania w mediach, dr Agnieszka Mierzwa stworzyła wyzwanie, a mgr Ariel Śliwiński wymyślił #zarazsieusmiechem. Dziękuję im za to.

Dziękuję, że zabrałaś mnie w tę podróż do Twojego świata.

 

tekst: dr Małgorzata Sztubecka
zdjęcia: Ryszard Wszołek
grafiki: dr hab. Katarzyna Tretyn-Zečević


Drukuj