ERASMUSOWO

Każdy z nas boi się nowości, zwłaszcza jeśli wiąże się to z całkowitą zmianą otoczenia. Nie da się ukryć, że przeprowadzka do innego kraju jest wyzwaniem i wymaga dużej odwagi.

Podczas pierwszego roku podjęłam decyzję, że chciałabym spróbować czegoś nowego, odciąć się od problemów i wątpliwości. Uznałam, że skorzystanie z programu Erasmus+ będzie idealnym pomysłem na rozwój i przerwę od „codziennego” życia. Już na samym początku pojawiło się wiele trudności. Niestety, za późno zaczęłam załatwiać formalności, ponieważ planowałam jechać na zwykłe praktyki dopiero po drugim roku. Plan zmienił się po kilku rozmowach z dr Kolendą. W krótkim czasie musiałam więc uporać się z koniecznymi dokumentami, zdać egzamin z języka angielskiego i próbować odnaleźć jakiekolwiek aktualne informacje na temat Erasmusa w Hiszpanii, co było nie lada wyzwaniem. Momentami bywało ciężko, zwłaszcza przy próbach kontaktu z hiszpańskim uniwersytetem, który podchodzi do spraw nieco inaczej, niż uczelnie w Polsce. Miałam wiele wątpliwości i nawet zastanawiałam się, czy nie zrezygnować.Na szczęście pani doktor mnie przekonała, że warto spróbować i dziś cieszę się, że tak się stało, bo straciłabym szansę na przeżycie jednej z najlepszych przygód w życiu.

Do momentu wyjazdu towarzyszył mi stres i niedowierzanie. Rozmyślałam, jak wkrótce będzie wyglądać moje życie. Pojechałam do Hiszpanii bez znajomości języka i bez pewności, czy będę miała, gdzie mieszkać. Znałam, co prawda, angielski, lecz nie umiałam się w nim swobodnie porozumiewać. Wszystkie wątpliwości opuściły mnie już podczas pierwszego tygodnia. Uczelnia oraz organizacja ESN dobrze się nami zaopiekowały. Organizowały dla nas spotkania. Pokazano nam miasto i uniwersytet, nie brakowało też wspólnych wypraw wieczorami i podróży. Bardzo szybko poznałam wielu wspaniałych ludzi, a w niewielkim mieście, w którym mieszkaliśmy, po pewnym czasie większość z nas się znała, dzięki czemu mieliśmy poczucie tworzenia wielkiej Erasmusowej „rodzinki”. Wiem, że zawsze są obawy: „a co jeśli nikogo fajnego nie poznam, co jeśli będę sam?”. Otóż, chciałabym zagwarantować, że jest to NIEMOŻLIWE. Piękno takiej przygody polega też na tym, że w jednym miejscu na świecie spotykają się ludzie niesamowicie otwarci na innych i ciekawi różnych kultur. Powstają przyjaźnie na całe życie. Nigdy nie da się w 100% wyeliminować wątpliwości, ale nie wolno z ich powodu rezygnować z nowych wyzwań. W moim przypadku stypendium niestety nie było wystarczające, ale dodatkowe koszty dało się zredukować do niewielkiej sumy. Ceny różnią się w zależności od miasta, ale uśredniając, są nieco wyższe niż w Polsce. Jest to jednak do przyjęcia. Dzięki przeróżnym organizacjom dla Erasmusów, tj. Best Life Experience, ESN, czy Emycet byliśmy w stanie podróżować za niewygórowaną cenę po całej Hiszpanii, jak również poza jej granice np. do Maroko, czy Portugalii. Niestety opłaty za pokój nie są najniższe (w granicach 150 – 220 euro), a znaczna część mieszkań dla studentów nie ma centralnego ogrzewania, przez co w zimie potrafi być naprawdę bardzo zimno. Ale przy pomocy małego grzejnika i ciepłych swetrów można przetrwać. Mieszkania w Hiszpanii są duże, przestronne i zawsze wyposażone w balkon. Jeśli cenicie sobie dobry polski chleb, czy mięso to niestety na czas pobytu będziecie musieli o tym zapomnieć, ponieważ w moim przypadku, w sklepach trudno było zdobyć te produkty w dobrej jakości, najwyżej tylko z pudełka. Jednak nie zrażajcie się, ponieważ Hiszpania ma wiele innych, przeróżnych przysmaków tj. słynny Jamón Serrano, paella, tortilla de patatas itd. Transport publiczny jest w całym kraju drogi, więc najlepszym rozwiązaniem jest wynajęcie samochodu, ale tutaj trzeba uważać, żeby wykupić dobre ubezpieczenie, ponieważ Hiszpanie nie są najlepszymi kierowcami…

Inną ważną sprawą jest język. Hiszpanie nie mówią po angielsku i niestety często mogą pojawić się problemy z dogadaniem się w innym języku niż ich ojczysty. Nie powinno jednak być problemu chociażby z kupieniem biletu, ponieważ Hiszpanie są bardzo pomocni i często nawet obce osoby oferują swoją pomoc. Warto więc przed wyjazdem poznać podstawy hiszpańskiego. W ramach pocieszenia mogę powiedzieć, że Polakom jest łatwo opanować podstawowe zwroty i po miesiącu można już coś zrozumieć. Jeśli chodzi o uczelnię, to jest wiele rzeczy, które warto by poprawić. To raczej jednak nie nastąpi z powodu, nazwałabym to, podejścia Hiszpanów do życia. Koordynator zawsze starał się mi pomóc, ale trudno było się z nim skontaktować. Profesorowie w większości nie mówili po angielsku, choć w mojej grupie nie było tak źle.

Do Jaen jechałam z nastawieniem, że będę miała zajęcia po angielsku, jednak na miejscu zwykle wiele rzeczy się zmienia, więc miałam jedne zajęcia po angielsku i resztę po hiszpańsku. Na szczęście profesorowie są bardzo wyrozumiali i starają się pomóc. Poza tym na uczelni zawsze są dostępne kursy z języka urzędowego danego kraju, z których jestem chyba najbardziej zadowolona. Profesorowie od hiszpańskiego są wspaniali i mimo, że przyjeżdżasz kompletnie bez wiedzy, to wyjedziesz co najmniej z umiejętnością podstawowej komunikacji. Zajęcia były bardzo kreatywne i łatwo przyswajalne dla każdego, nawet jeśli wcześniej nie miał kontaktu z językiem hiszpańskim.

Pobyt na Erasmusie był niezapomnianą przygodą i zdecydowanie jednym z najlepszych moich wyborów. Poznałam niesamowitych ludzi, mam na koncie niezliczoną ilość cudownych przeżyć, których nie mogę porównać do niczego, co przydarzyło mi się do tej pory. Ten wyjazd był dla mnie zupełnie nowym doświadczeniem, bardzo pouczającym i rozwijającym. Otworzył mi oczy i zmienił poglądy na wiele spraw. Myślę, że najważniejszą radą, jaką mogę dać to, aby schować głęboko swoje obawy i zrobić ten odważny krok, a jestem pewna, że nie będziecie żałować.

tekst i zdjęcia: Weronika Grzegorczyk


Drukuj